trojkowiczka
trojkowiczka.blog.interia.pl
<< Maj 2012
PonWtŚrCzwPiąSobNie
123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031
Księga gości
 
O mnie
trojkowiczka
44
Słówko o mnie
ETIAMSI OMNES, EGO NON.
Zobacz mój profil
Statystyki
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
 
16907
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
 
1578
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
 
24
Archiwum
Rok 2012
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Notki
2011-11-18
Witam wszystkich bardzo cieplo i serdecznie. Nie bylo mnie tu długo. Nie wiem czy moi dawni znajomi jescze blogują, zaraz się o tym przekonam. Te kilka miesięcy były dla mnie tak pracowite, że nie miałam ani siły ani ochoty pisać.
Nie wydarzylo się u mnie nic złego, przeciwnie- kwili w naszym domu nowy potomek- niestety nie ja, lecz moja bratowa jest jego mamą, ale to nie przeszkadza kochac go tak, że więcej się pewnie już nie da.
OK. to ja pędzę do Was- herbatkę z melisy poproszę.

Nie całkiem świątecznie 2011-04-23
Kochani
Tamirian mnie spytał czy żyję. No więc właśnie żyję i może dlatego nie piszę. Życie w sumie absorbujące jest. Robię strasznie dużo rzeczy, pracuję na kilku etatach, jeżdżę na koncerty, dbam o rodzinę, mniej trochę o siebie, staram się zauważać wiosnę, czytać nowe książki i nie umrzeć z rozpaczy za Marianie Pankowskim, który odszedł był, choc nie z mojej pamięci.
Z okazji nadchodzących świąt straciłam zupełnie wiarę, bo jak to bywa w tradycyjnych rodzinach, została mi ona narzucona ogniem i mieczem. Mam to już więc w głębokim poważaniu.
Jeśli mnie czytają rodzice- BŁAGAM- nie narzucajcie dzieciom niczego, bo najpierw tym zwymiotują a później zrobią dokladnie odwrotnie.
Pozdrawiam wiosennie

Kaczor wrócił!!! 2011-02-20
Jest 22.30 a ja siedzę z uchem przy radiu jak za dawnych dobrych czasów. Moj Kaczor wrócił do radia!!! Wreszcie, po długich miesiącach znów jest pięknie! Kilka dni temu skończył 65 lat, mam tylko nadzieję, ze nie odejdzie na emeryturę, bo świat by mi się skończył.
Czy to normalne, że stara baba nie może się odkochać w swoim idolu z dzieciństwa? Cholera wie, nie będę dociekać.

I po balu, panno Lalu 2011-02-07
Witajcie Kochani
Nie było mnie tu długo, bo postanowiłam się zupełnie zresetować i nie zajmować tym, czym zajmowałam się w „starym” życiu. Dobrze mi to zrobiło na psyche. Fizycznie jestem 2 kg seksowniejsza i póki co, dobrze mi z tym.
Już 3 tydzień jeżdżę na rehabilitację, odrzuciłam kule i powoli sobie kuśtykam.
Boję się powrotu do pracy, bo trochę spraw mam pozawalanych i będzie to teraz trzeba nadrobić.
Po stronie zysków mam przeczytanych 19 książek, przesłuchanych ponad 50 nowych płyt i obejrzanych kilka filmów. Moje małżeństwo tez jakby po liftingu. Mój mąż się sprawdził w trudnej sytuacji, więc teraz postanowiłam być dla niego lepszą żoną co znaczy- robić mu kolacje i wyprowadzać na spacer-czyli to, czego nie lubię.
Fajnie być znów wśród żywych.

nadaję z łóżka 2011-01-16
Zrobiłam sobie wakacje od życia. Już od 6 tygodni wyłącznie czytam, oglądam różne ciekawe i śmieszne rzeczy, słucham Trójki i płyt, piszę kronikę rodzinną, myślę leniwie i tylko dobrze.
W domu jest ciepło, bezpiecznie i miłośnie. Myślę, ze tak cudownie może się czuć jedynie dziecko w łonie matki. Pamiętam doskonale, to bardzo podobny stan. Z tą tylko różnicą, że mój poród nastąpi za miesiąc- sami rozumiecie- nie jestem pewna czy go przeżyję.
Wszyscy mi życzę powrotu do zdrowia a ja właśnie teraz wiem, ze żyję i nigdy nie czułam się zdrowsza. Gdyby Wam kiedyś przyszło złamać kończynę, pamiętajcie- to piękny czas, jeśli tylko ma kto o Was zadbać.
Już chyba kiedyś pisałam na tym blogu, że niemal wszystkie moje marzenia się spełniły. Teraz spełnia się jedno z największych- żeby tak kiedyś móc przespać zimę w cieplutkim łóżku otoczonym tylko książkami , muzyką, rodziną i przyjaciółmi. Mnie się spełniło a Wy nie traćcie nadziei.
Coś mi się zdaje, że wiosna niedlugo.

świętowanie 2010-12-26
Tegoroczne święta były wyjątkowe pod każdym względem. Pierwszy gwiazdkowy prezent sprawiłam sobie sama miesiąc wcześniej- nie pracuję, leżę sobie w łóżku, czytam, słucham muzyki, w dodatku zupełnie zdrowa, chociaż nie do końca.
Cała robota przypadła więc w udziale pozostałym domownikom. Wiem, ze to okrutne, ale naprawdę należał mi się ten odpoczynek. Przede mną jeszcze cały miesiąc laby i bardzom  z tego rada.
Ponieważ święta w naszym domu zawsze są magiczne, tego roku nie obyło się bez cudu. Mój brat w momencie obdarowywania prezentami oświadczył, ze w następne święta będzie nas więcej o jednego osobnika. Nie muszę chyba dodawać, ze był to prezent, który przyćmił pozostałe.
Jednym z podarunków dla mnie było dobre pióro, którym właśnie zaczęłam pisać kronikę rodzinną.
Za chwilę wpadnie G. z żoną, co to ją rok temu prawie porzucił. Wszystko weszło na właściwe tory- JESTEM W PEŁNI SZCZĘSLIWA, czego i Wam z całego serca życz

Zrobiłam sobie raj 2010-12-21
W ramach obłaskawiania zimy zakupiłam sobie onegdaj ostatnią książkę Mariusza Szczygła „Zrób sobie raj”. Nie pożałowałam. To jest jak lampa antystresowa, jak całe opakowanie Deprimu albo innego rozweselacza. Szczygła lubię za miłość do Czechów, a Czechy lubię za pohodę.
W Czechach najważniejsza jest pohoda. Slowo bardziej przydatne niż „ideologia” czy „honor”,. Pohoda to dobry nastrój, spokój, pogodne usposobienie, przytulność miejsca, bezkonfliktowe związki. Słowem, nie robić sobie i ludziom przykrości. Pohoda lubi piwo.
Jesteśmy w innym świecie? Oj, jesteśmy….
Szczygła najbardziej interesują ateiści, czyli prawie 100% Czechów. Pytaniem, które najczęściej się pojawia w tej książce jest: „ Jak się panu żyje bez Boga?”- Normalnie- odpowiedziała Eva Pavlova, księgowa; Całkiem fajnie- odparł Milan Bily- kawaler, wykształcenie wyższe;- Przyjemnie- Odrej Vesely- dyrektor we francuskiej firmie;- Lzej niż z Bogiem- Alexandra i Petr Vidlakowie- prowadzą prywatne przedszkole w Ostrawie; -Jak bez tyrana-odpowiedział Filip Sklenar-wolnomyśliciel, pisarz, mieszka w Ostrawie.
Jeśli jest Wam ciężko, bo zima, która mrozi nosy i łamie nogi, bo PKP, które, jak nasi drogowcy, jest zawsze zaskoczone i niewinne, bo wszechogarniający brak myśli głębszej acz wesołej, zróbcie sobie raj, JESTEŚCIE TEGO WARCI
David Cerny
pożegnanie z dymkiem 2010-11-15
Od dzis, albo od wczoraj-juz sama nie wiem- nie wolno palic w miejscach publicznych. Jako, że moi przyjaciele nie należą do palaczy, a juz na pewno palaczy nałogowych, postanowilismy uroczyscie się pożegnac z tym wstrętnym nalogiem. Mnie, ktora papierosa w ustach miała może kilka razy, pożegnanie to wychodzilo bardzo bolesnie,
Mielismy dylemat gdzie mialoby się odbyc owo pozegnanie. Wybór padł na szkołę- bo to nasze miejsce pracy. Jako, ze wszyscysmy dyrektorzy, wybralismy gabinet jednego z nas i dalejże się żegnac. Po 2 godzinach stwierdzilismy, ze palenie jest bardzo mile i bardzo nas uspokaja. Posłalismy konserwatora powierzchni płaskich po następną paczkę. Gdy ją skonczyliśmy, stwierdziliśmy jednoglosnie, ze palenie jest w porzo i od dzis będziemy palic nalogowo ....tylko nie wiemy gdzie.

telegraficznie 2010-10-23
Dawnom nie pisała, bo żyję dość intensywnie. Co ciekawe- nawet mi to służy.
Moja amerykańska rodzina przestała płakać, zaczyna się powoli dostosowywać, choć brat rozgląda się już za następnym zagranicznym wyjazdem, bo wg niego za TE pieniądze żyć się tutaj nie da. Między nami jest tylko 6 lat różnicy, ale w naszym przypadku to lata świetlne. Brat to zwykły gadżeciarz- musi mieć wszystko z najwyższej półki, bez tego całego drogiego ścierwa czuje się jakiś taki niekompletny. Mam nadzieję, ze zostawi mi bratową( jest mądrzejsza), bo bardzo się zżyłyśmy. Nigdy nie miałam siostry, nie wiedziałam, ze to takie przyjemne.
Przyjemne jest również to, ze mój ukochany Kaczor wrócił do Trójki. Na razie tylko środa, ale takkkkkkkk się cieszę…….Gdy Go słyszę, wszystko zaczyna powracać na swoje miejsce, jest tak jak dawniej- mądrzej i piękniej.
W polityce kibicuję Palikotowi (jeśli rzeczywiście zerwał z PO). Ciągnie mnie też do lewicy, ale Napieralski przy Palikocie sporo traci-brak mu klasy, prawdziwego poczucie humoru, no i w to „wypięcie się na kościół” jakoś nie bardzo wierzę, pamiętając, co się działo, jak SLD było przy władzy.
Politykę mam w głębokim poważaniu, tęsknię raczej do państwa uwolnionego od kościoła, bo w nim widzę największego wroga mądrości i spokoju. Mam nadzieję, ze się doczekam.
Całuję Was wszystkich mocno. Do następnego razu.

Smutnawo 2010-09-19
Wszystko jest nie tak- za małe, za brzydkie, za zimno, za drogo, nic się nie zmienilo od 12 lat- słowem koszmar. To opinia mojego brata i bratowej o naszej ojczyźnie. Bratowa popłakuje po kątach a brat ma początki depresji.
Staramy się ich zrozumieć, bo wiem, że po naszym powrocie z Florydy, też nam się tu nic nie podobało i też chciałyśmy tam natychmiast wracać. Nie ma na to jednak najmniejszych szans, więc szkoda energii na rozmamłanie, trzeba wziąć się jak najszybciej w garść, ale łatwo powiedzieć. Tak się cieszyłam na ten ich powrót, miałam takie fajne plany i wszystko, póki co, wzięło w łeb.
Serce mi ściska patrząc na nich. Najgorsze jest to, ze nie mogę im pomóc. Zmiana nastawienia wymaga czasu i nie wiem czy jest jeszcze możliwa


Wrócił 2010-08-31
Piszę tylko kilka słów, żeby podzielic się swoim szczęsciem. Brat z bratową dolecieli szczęsliwie. Przyjęcie powitalne udało się znakomicie. Pomimo tego, ze brat od kilku dni praktycznie nie zmrużył oka, tańczył na przyjęciu do 1 w nocy.
Nie możemy się sobą nacieszyc. Brat jest na razie w szoku. Jak na niego to za dużo wrażeń. Po 12 latach spędzonych na Florydzie, gdzie wszystko jest duuuuuże, nie może się przyzwyczaic i nadziwic, ze wszystko tu takie mikroskopijne.
Będziemy się musieli nauczyc żyć obok siebie pewnie przez jakies poł roku, dopóki nie wykonczy sobie mieszkania. Jesli o mnie chodzi- żaden problem, jestem nawet sklonna chodzic po scianach, byle bysmy sie juz nigdy nie rozstawali.

Jutro będziemy w komplecie 2010-08-29
A ja sobie siedzę i czekam na jutro. Jutro najbardziej wyczekiwany przeze mnie dzień- moj amerykański brat po latach powraca do domu na dobre. Jakos nie martwię się tym, ze może nie znalezc pracy i nie ma na razie ubezpieczenia, nie martwi mnie to, ze będziemy poki co mieszkac razem w 5 osób i możemy sobie deptać po palcach- to wszystko jest nic.
Nastał czas big radosci i tylko tyle się teraz liczy.
Przygotowałam mu piękne przyjęcie z orkiestrą, z lampionami szczęscia, szampanem i tortem.... i chyba nic z tego nie bedzie, bo zapowiadają na jutro deszcz. Wyobrażacie to sobie? DESZCZ!!!


2010-08-21
Jestem już- wypoczęta i wniebowzięta. W tym roku byliśmy z mężem na Minorce. Miało być ciepło, dziewiczo, mało Polaków i dzieci. Prawie się udało. Niestety hotel, w którym się zatrzymaliśmy był hotelem rodzinnym. Wszyscy tam przyjechali z małymi dziećmi. Potwory darły się jak opętane, ale na szczęście morze było blisko i tam można było przed nimi uciec.
To były, poza Florydą, moje najpiękniejsze wakacje. Zatoczka- bajkowa. Woda w morzu w kolorze turkusowym. Ścieżki spacerowe, rowerowe…i nic poza tym- istny raj.

Kiedy tak siedzieliśmy sobie popołudniami z mężem, patrząc na morze, przypomniało mi się opowiadanie Irwina Showa „ Słoneczne brzegi rzeki zapomnienia”, przywoływane tak często przez Kaczora w jego nocnych audycjach
„…Rzeka błyszczała w słońcu i była oblodzona przy brzegu. Chłopiec w kraciastej kurtce i wełnianej czapce, wyglądający na około dwanaście lat, siedział na ławce i podziwiał rzekę. Przy jego stopach, na zmarzniętej ziemi, leżały związane skórzanym paskiem podręczniki.
Hugh dosiadł się. „Dzień dobry,” powiedział uprzejmie.
„Dzień dobry,” odpowiedział chłopiec.
„Co robisz?” spytał Hugh.
„Liczę statki,” powiedział chłopiec. „Wczoraj naliczyłem trzydzieści dwa statki, nie licząc promów. Nie liczę promów.”
...... Hugh skinął głową, włożył ręce do kieszeni i spojrzał na rzekę. Do piątej popołudniu naliczyli razem czterdzieści cztery statki, nie licząc promów. Nie mógł sobie przypomnieć, by kiedyś miał piękniejszy dzień.


Nie mogę sobie przypomniec piękniejszych momentów. Nie było nic za mną , nic przede mną, tylko ja, mój mąż, morze i statki, nie licząc promów. Nie liczyliśmy promów.




Spadam 2010-07-28
Wpadłam się jeno pożegnac. Spadam na 2 tygodnie. Trzymajcie się cieplo!
Tragedyja prawdziwa 2010-07-26
Była nas piątka- przyjaciele ze szkolnej ławy; ja, J , M, I i D. Tak naprawdę było nas o wiele więcej, ale dziś opowiem o tej piątce.
W pierwszej klasie podstawówki zostaliśmy uroczyście zapisani do szkolnej biblioteki, bo już w październiku okazało się, ze biegle umiemy czytać. W drugiej klasie czytaliśmy prasę dla dorosłych a w trzeciej pisali opowiadania i powieści. Stworzyliśmy tez grupę, powiedzmy sobie skromnie, intelektualistów którzy we wczesnych klasach podstawówki czytali ksiązki z górnej półki, pomagali potrzebującym, chodzili do kościoła na wszystkie możliwe msze i pisali kazania….tak, tak- mieliśmy takie swoje zebrania, na których kolejno pisaliśmy cos w rodzaju kazań-zawsze z wydźwiękiem moralizatorskim.
Nie byliśmy identyczni- J czytał ksiązki Szklarskiego i pisał wiersze, M znał się na historii współczesnej lepiej od naszej historyczki, no i wiedział wszystko o lotnictwie, skończył zresztą szkołę lotniczą, I malowała świetnie i zapowiadała się na dobrą artystkę, D – picuś glancuś, straszny kujon i bogobojny, to on zbliżył całą grupę do Boga. Ja- zwykła trójkowicza już wtedy.
I oto spotykamy się po latach- w kościele. Kazanie głosi M- z lotnika zrobił się ksiądz. Bredzi, normalnie bredzi. Nie wytrzymuję nerwowo, wychodzę z kościoła. Spotykam w drzwiach J. Też jest zniesmaczony- co mu do łba strzeliło? Gada jak Macierewicz a przecież kiedyś był mądry. Chcemy opuścić jak najszybciej to miejsce, ale J. przekonuje mnie, ze zaraz wyjdzie procesja, chce zobaczyć na własne oczy czy to rzeczywiście M czy może, daj Boże, ktoś inny. Niestety, nie myliliśmy się. M idzie cały święty pod baldachimem, mądra i nabożna mina. Spotykamy się wzrokiem. No przecież nie pokażemy mu teraz, ze ma fioła, poczekamy z tym do zakończenia mszy.
Po południu spotykamy się całą piątką w knajpie. I- już nie artystka, ale robi to, co lubi- pływa po całym świecie i ma wszystko gdzieś, czyli tak jak ja bym chciała. D- były kujon pracuje w ministerstwie jakimś tam i jest pisowcem. J w przeciwieństwie do D jest nadal mądry, choć sprzedaje ciastka w Wiedniu; ja- bez zmian- wciąż trójkowicza.
Zaczynamy łagodnie sprowadzać M na ziemię, pytamy czy się najadł szaleju, czy może mu ktoś napisał to boże pożal się kazanie. Na to wtrąca się D i bierze w obronę rozjuszonego do białości M. I, widząc, ze ta cała dyskusja nie ma sensu, proponuje napić się piwa, a może i nawet cos mocniejszego. Nie pomaga. Argumenty sypią się z jednej i drugiej strony. Przestaje być milo. Nie pogadamy sobie o byłych miłościach, ani o obecnych, nie pogadamy sobie o niczym- tragedia smoleńska położyła się cieniem i na naszej przyjaźni.
M i D znają prawdę- tę jedyną- najprawdziwszą.


kanikuła 2010-07-18
Wreszcie jest piknie. Potrzebne mi były te dwa tygodnie, żeby wrócić na normalne tory. Żeby nie było pod powiekami widoku koleżanek z pracy, w uszach dzwonka na lekcje i całego tego dziadostwa, co to powoduje ucisk w sercu i żołądku.
Teraz jest tak, jak tylko potrafi być najpiękniej. Jest gorąco, leniwie, nieśpiesznie i oczekująco.
Budzimy się z mężem i mamą we właściwym czasie, czyli wedle 10.00, jemy wolno lekkie śniadanie w ogrodzie, sączymy herbatę ze świeżej mięty, grzejemy kości, czytamy i wyobrażamy sobie, jak to będzie za miesiąc z okładem, kiedy to powróci do nas po 12 latach mój amerykański brat z drugą połówką i jak to sobie będziemy zgodnie razem mieszkać.
Ale póki co leczę pokrzywkę posłoneczną z marnym zresztą skutkiem. Czy ktos zna na to jakieś lekarstwo? HELP!!!


Dzin dybry 2010-06-21
Witojcie po latach !!!
Zrobiłam sobie wakacje od bloga,bo moje życie zawodowe wakacji nie przypominalo.
Na domiar zlego niczego nie kończę, wręcz przeciwnie, obowiązków mi z każdym dniem przybywa. Będę się musiała do tego przyzwyczaic, bo lepiej pewnie już nie będzie. Ciekawiej natomiast na pewno.
Zauważyłam, ze im więcej pracuję, tym mniej jestem wypalona.
Dzis świętuję całkiem niezły wynik lewicy, popijając to szampanem. A teraz zlożę Wam wizytę.

Niech się święci 2010-05-03
3 MAJA- nie moje święto. A może inaczej- nie tak bym go chciała obchodzić.
Wróciłam dziś z kościoła( chodzę tam jedynie dla mamy) wściekła i zawstydzona. Czy naprawdę w XXI wieku muszą nam wmawiać, ze nad Wisłą to był koniecznie cud? I ze Matka Boska jest królową Polski? Na miły Bóg…. Uważam, ze mniejszym obciachem jest już wierzyć w UFO.
Jak słyszę od rana pieprzenie o patriotyzmie okraszone tymi wytartymi zwrotami, to dostaję wysypki. Dla mnie patriotyzm to nie machanie chorągiewką, nie procesje czy przemarsze, nie koszulki z orłem, nie płakanie podczas słuchania hymnu narodowego, czy „Boże cos Polskę”. Dla mnie to cos zupełnie innego.
Gdy mówię moim dzieciom w szkole, ze prawdziwy patriota to ten kto nie śmieci, nie pisze donosów na sąsiada, posadzi drzewo, czy przyjdzie punktualnie do pracy, patrzą na mnie jak na kosmitę. A ja myślę, ze gdyby każdy w czasach pokoju( i nie tylko) zachowywał się przyzwoicie, nie potrzebowalibyśmy ani wielkich słów, ani żadnego cudu, po prostu wszystko co dobre „samo działoby się „.
Ale taka to już nasza narodowa przypadłość- wiatru w żagle dostajemy tylko wtedy, jak nam się dzieje krzywda, a krzywda dzieje nam się dlatego, żeśmy „Chrystusem narodów”. Lubimy cierpieć i mieć świadomość, ze Matka Boska to właśnie nas- NARÓD POLSKI- wybrała i darzy szczególną miłością.
Napawajmy się więc tą dumą i tym cierpieniem, wszędzie węsząc podstęp, zwalajmy cała winę na Zydów i Rosjan, kiedyś i tak Polska będzie od morza do morza, bośmy są w końcu wybrańcami.
Przepraszam wszystkich tych, co jednak płaczą podczas hymnu i wierzą w cuda.

Jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej. 2010-04-28
Zielono mi. Omal nie przegapiłam mojej wiosny. Tyle się ostatnio działo czarnego i szarego. Mam juz tego serdecznie dośc. Czas się otworzyc na radośc. 
Moj amerykański brat wraca do domu. Po 12 latach znów z nami zamieszka. Cieszę się jak pieron. Należę do tych osób, którzy w pełni szczęśliwi są dopiero wtedy, gdy wszyscy dotrą do domu.
Tak więc oprócz moich 3 etetatów spełniam się w roli nadzorcy budowy- projektuję, zamawiam materiały, ekipy budowlane i inne, dotąd mi obce dziadostwa. Normalnie powinnam już zwariowac, ale ponieważ rodzina mi się powiększy, dostaję- nie wiadomo skąd- tyle energii, ze można by nią obdzielic pół mojego miasteczka.
Mój mąż, ponieważ zupełnie się nie nadaje do prac budowlanych, ani nawet nadzorczych, żeby mi ulżyc, zamówił juz dla nas piękny wakacyjny wyjazd.
To nie będzie łatwe-wiem. To byc może będzie najtrudniejszy rok w moim życiu, ale jakie to ma znaczenie? Brat wraca do domu! I znów będzie jak dawniej.

2010-04-18

Identyfikacja

Dobrze, że przyszłaś - mówi.
Słyszałaś, że we czwartek rozbił się samolot?
No więc właśnie w tej sprawie
przyjechali po mnie.
Podobno był na liście pasażerów.
No i co z tego, może się rozmyślił.
Dali mi jakiś proszek, żebym nie upadła.
Potem mi pokazali kogoś, nie wiem kogo.
Cały czarny, spalony oprócz jednej ręki.
Strzępek koszuli, zegarek, obrączka.
Wpadłam w gniew, bo to na pewno nie on.
Nie zrobiłby mi tego, żeby tak wyglądać.
A takich koszul pełno jest po sklepach.
A ten zegarek to zwykły zegarek.
A te nasze imiona na jego obrączce
to są imiona bardzo pospolite.
Dobrze, że przyszłaś. Usiądź tu koło mnie.
On rzeczywiście miał wrócić we czwartek.
Ale ile tych czwartków mamy jeszcze w roku.
Zaraz nastawię czajnik na herbatę.
Umyję głowę, a potem, co potem,
spróbuję wyspać się z tego wszystkiego.
Dobrze, że przyszłaś, bo tam było zimno,
a on tylko w tym takim gumowym śpiworze,
on, to znaczy ten tamten nieszczęśliwy człowiek.
Zaraz nastawię czwartek, umyję herbatę,
bo te nasze imiona przecież pospolite -
                                 Wisława Szymborska

2010-04-11
Tragedia narodowa. Ja wolę myslec- tragedia bliskich tych wszystkich ludzi, którzy wsiedli do samolotu w sobotę parę minut po 7 rano.
Dziennikarze niemal wszystkich stacji pytają: DLACZEGO? Bo takie jest własnie życie, panowie. Nie ma żadnego scenariusza, bo cóż by to był za reżyser? Jest tylko przypadek, czasem błędna decyzja i nic więcej. Nie ogarniajmy tego na siłę.
Tym samolotem, po raz pierwszy nie polecieli dziennikarze. Moj kolega wyleciał godzinę wcześniej. Tak miało być? przypadek? Nie ważne. Cieszę się Wojtku, że jesteś z nami.

Lubisz szum starej plyty? 2010-04-06
No i mam ją w swoim odtwarzaczu. Trzeszcząca plyta Kaczora numer 6.
Tu Pietrek zastanawia się "...skąd wziął się rock and roll? Czy naprawdę jego początki to dopiero rok 1954? CzyCaldonia nagrana dekadę wcześniej nie jest klasycznym przykladem tego gatunku?".
26 utworów dla mamy i taty z lat 1954-1957. Ta ostatnia plyta jest również chronologicznie końcem ery plyt szelakowych( tych tłukących się).
Podobnie jak w poprzednich dwóch wydaniach mamy dołączony prezent- druga płyta, przy której zapomina się o tej smutniejszej stronie życia. Nogi same rwą się do tańca, nawet tym, którzy, tak jak ja, taniec mają" w głębokim poważaniu". Mamy tu min. Marino Marini, Renato Carosone, Enrico Caruso, Freda Buscalglione, Deana Martina- czy trzeba czegoś więcej? A..... oczywiście, trzeszczy jak się patrzy.

Moj pamiętniku 2010-04-03
Ponieważ wiem, ze po latach , ważne sa dla mnie nie moje przemyslenia, ale fakty, a blog traktuje też jako mój pamietnik, spieszę odrobic zadania domowe.
Pogoda tego roku była łaskawa- niebo prawie błekitne, fiołki w sadzie własnie zakwitly, rozwinęła się tez forsycja. Odbyliśmy więc z mężem popołudniowy spacer.
K. radosna jak nigdy, bo przyjechała sama-bez męża. W związku z tym, jak tradycja każe, uskutecznilyśmy nocny spacer, opowiadając sobie kilka miesięcy. Powspominałysmy stare czasy, śmiejąc się tak, jak to tylko my potrafimy( no albo jeszcze czarownice). Obie zgodziłyśmy się z tym, ze fajerwerki już za nami, ale nie o to przecież chodzi po 40-ce. Bilans i tak wyszedł na plus. Postanowiłyśmy, ze póki co jeszcze się farbujemy, ale za jakies 2 lata siwiejemy z godnością.
Pinda Dupinda przysłała sms przeprosinowy. Mam juz do tego dystans- zawsze przeprasza, miesiąc jest spokój, a potem atakuje ze zdwojoną siłą.
Jutro przyjeżdza G.- będzie na kolacji. To dopiero będzie radość bo G. jest nieobliczalny.
Mama jest wyjątkowo radosna. Pozwoliła nawet na degustację cytrynówki, dawniej nie do pomyślenia. Może jest chora? Cholera wie.
Piszę o pierdołach, mamołach, a nie to jest przecież najważniejsze w te święta. Otóż dla mnie wciąż to pierdoły mamoły decydują o tych kilku dniach. Oglądalam dzis w TVN 24 "Śniadanie mistrzów" Meller zapytał Marię Czubaqszek, czy odwiedziła grób pański? Nie- odpowiedziała krótko. Bo też nikt mnie nie zapraszał.
Może to i obrazoburcze dla niektórych, ale ja się uśmiałam. Uważam, ze wiara jest łaską. Jeśli Bog zechce mnie miec w swoich szeregach, to mnie zaprosi. Na razie cisza.
Aha! jem jak opętana- mam gdzies dietę.

Alleluja i dop przodu 2010-04-02
W ostatni wtorek byłam na koncercie RPWL w krakowskiej Rotundzie, który organizowała- uwaga: Polska Fundacja Kultury Amerykańskiej. Zważywszy na to, ze zespól pochodzi z Niemiec, to już w ogóle nie wiadomo o co chodzi, ale nie czepiajmy się szczegółów, koncert był udany. Było kameralnie i swojsko na tyle, ze bez problemu mogłam sobie zrobić zdjęcie z uroczym gitarzystą i wokalistą(pozostali muzycy byli raczej skromnej urody).
Gdy po koncercie podeszłam do gitarzysty z prośbą o autograf, odetchnął z ulgą-„ Wreszcie ktoś do nas podszedł”.
Rzeczywiście tłumów nie było, dziwne bo zespół grał naprawdę świetnie. Technicznie są bez zarzutu. Brakuje im jednak wyraźnie dobrego kompozytora- czyli najważniejszego. Kilka utworów jednak nie do zapomnienia.
by deviantart
U mnie w domu przygotowania do świąt. Zjechali się już wszyscy moi przyjaciele i wreszcie po wielu miesiącach możemy poczuć się znów jak małe dzieci, które nieźle w ten czas przedświąteczny rozrabiały.
Kiedy żył mój tato, święta były chyba jednak większym przeżyciem. Każdy dzień miał specjalną oprawę, swoje zwyczaje- bardzośmy o to dbali. Teraz mama krząta się jak dawniej, ale w większych nerwach, żeby ze wszystkim zdążyć- nie wiadomo po jaką cholerę, bo raczej my teraz jesteśmy zapraszani w gości. No ale tradycja każe, żeby się narobić. Przestało mnie to już tak bardzo denerwować. Cieszę się, ze mama jeszcze z nami jest. I niech sobie, jak już musi, robi co chce- z sensem lub bez.

Kochani, zdrowych i pogodnych świąt. Cieszcie się obecnością bliskich, choćby nawet dawali w tyłek; radujcie się wiosną. Zaczyna się dobry czas…. Kurczę( wielkanocne) naprawdę się zaczyna!

Ja grzeczna i obłudna 2010-03-28
Uniosłam się ostatnio, wiem. Ale to wszystko przez mamine wychowanie. Zawsze mi mówiła, ze trzeba być kulturalną, nie unosić się, emocje trzymać na wodzy, nigdy nikomu zle nie życzyć, zawsze być uśmiechniętą i życzliwą. Nawet, gdy ktoś zachowuje się agresywnie, ja miałam być zawsze ponad to.
No i jestem taka jak chciała- grzeczna do przesady, uśmiechnięta i p…….ta- jak na te czasy. Nie zdarzyło mi się wybuchnąć, nikt mnie jeszcze nie sprowokował. Wg mamy jestem cacy, ale co się we mnie dzieje, wiem tylko ja i Wy.
Oświadczam wszystkim, ze mam już dość tej chamoty. Ileż można znosić zachowanie nieobytych koleżanek . Mam dość fałszywej moralności i wszechobecnej „prawdy”. Ja kulturalna córka swojej mamusi ogłaszam wszystkim, ze mam to w dupie.
No to się wygadałam, a jutro wejdę do swojej szkoły uśmiechnięta i z uśmiechem powitam moje koleżanki, udając, ze naprawdę nic się nie stało i możemy przystąpić do pracy.

Bez tematu 2010-03-26
Chyba nie ma nic gorszego niż 20 bab pracujących razem. Naprawdę sama się sobie dziwię, ze jeszcze nie zwariowałam.
Czy facetowi przyszłoby do głowy, żeby ściągać na koleżanki kontrolę, bo według Pindy Dupindy ONA ma rację, a koleżanki są niedouczone?
Czy facetowi przeszłoby przez myśl śledzić, ile zarabia kolega i utrudniać mu życie, bo akurat zarabia więcej od niego? Wątpię.
Nasza Pinda Dupinda grozi, że doniesie gdzie trzeba, bo tyle zarabiać, podczas gdy inni nie mają pracy, jest chamstwem- CHAMSTWEM, rozumiecie?
Czy zdrowo myślący facet znienawidziłby swoją kolegę tylko dlatego, ze jego małżeństwo jest ok. i praktycznie nie ma na co narzekać? Dla Pindy Dupindy to powód do nienawiści.
Nie wiem dlaczego niektóre kobiety myślą, ze mogą robić w pracy awantury, krzyczeć, grozić, wpadać w szał. Czy to, ze są kobietami je usprawiedliwia? Na miły bóg! Jest chyba coś takiego jak kindersztuba . W miejscu publicznym dać się ponieść emocjom, po prostu nie wypada, ale czy Pinda Dupinda zna w ogóle takie słowo? Wątpię.

Żeby nie było, lubię kobiety, ale nie w pracy. W pracy wolałabym otaczać się mężczyznami, którzy nie tylko są bardziej kompetentni(sorry baby), ale i bardziej stabilni emocjonalnie- BEZCENNE.

Pietrek mi zdrowieje 2010-03-21
Wiem, ze późno, ale nijak nie miałam In Anno czasu, żeby pociągnąć łańcuszek książkowy, do którego mnie zaprosiłaś. Postaram się odpowiedzieć na poniższe pytania:

1. Jakie są dla Ciebie wyznaczniki dobrej literatury? Innymi słowy - co decyduje o tym, że przeczytaną książkę odkładasz na półkę z poczuciem, że dobrze spędziłaś czas?

Odkąd pamiętam, najpierw zachwycałam się osobowością pisarza, a dopiero później sięgałam po jego ksiązki. Tak jest do dzis i powiem szczerze- rzadko się mylę. Tak więc Nazwisko autora jest gwarantem mojego zadowolenia. Mam sprawdzony zestaw nazwisk pisarzy, których ksiązki czytam w ciemno, ale ta lista się poszerza, choc niekoniecznie o autorów młodych.

2. Jaki typ literatury interesuje Cię najbardziej?

Ostatnio czytam prawie wyłącznie eseje, rozprawy, szkice lub felietony.

3. Pytanie tendencyjne, ale jednak ciekawe - jaką książkę zabrałabyś ze sobą na bezludną wyspę?

Nie jest tajemnicą, że szczególną estymą darzę Marcela Prousta i jego „ W poszukiwaniu straconego czasu”, tak więc nie jedną, a 7 książek musiałabym ze sobą zabrać.

4. Czy Twoim zdaniem w polskiej literaturze dzieje się dobrze, czy wręcz przeciwnie - zupełny marazm?

Trudno mi się odnieść do tego pytania, bo z polskich pisarzy czytam wyłącznie Stefana Chwina, Jerzego Sosnowskiego, Michała Witkowskiego i Zbigniewa Mikołejko. Być może w naszej literaturze dzieje się dobrze, ale jakos nie mogę przebrnąć przez te ksiązki, które wygrywają w różnych plebiscytach. Może kiedys miałam więcej cierpliwości, teraz, kiedy nie muszę już nic nikomu, ani sobie udowadniac, najchętniej czytam to, co chcę, a nie to, co wypada.

Zadanie odrobione. Jeśli ktoś chciałby ten łańcuszek pociągnąć, zapraszam do zabawy. Jeśli już przy książkach jesteśmy, muszę się podzielic radością- w tym miesiącu ukazały się ksiązki, na jakie czekałam. A więc nowy Chwin-„Samobójstwo jako doświadczenie wyobraźni”, nowy Tomas Halik-„ Dotknij ran”, no i coś, na co polowałam od dawna, ale żal mi było pieniędzy. W Taniej Książce nabyłam za jedyne 19 zł Korespondencje Hermana Hesse i Tomasza Manna. Mam te nowiutkie, lśniące i pachnące książeczki przed sobą i napawam się ich urodą. Na razie je obwąchuję.
Muzycznie zwariowałam dla nowych plyt Gabriela i Shearwater.
Ale najważniejszą wiadomość zostawiłam sobie na sam koniec- KACZOR, MÓJ UKOCHANY KACZOR WRACA DO ZDROWIA!!! Jest już po operacji i tryska energią. To jeszcze oczywiście musi potrwać- rekonwalescencja itd. Jednak, jak sam powiedział, jest już u furtki radia. Poczekamy Pietrek, spokojnie, poczekamy….
http://www.polskieradio.pl/trojka/aktualnosci/?id=148115 (kliknij)

Wszystkiego dobrego 2010-03-08
Lubię Dzień kobiet. Od 40 lat świętuję na całego, przyjmując z radością życzenia. Oceniam prawdziwość faceta po tym, czy złoży mi życzenia, czy nie. Jeśli nie, wiadomo- buc. Na szczęscie w swoim otoczeniu mam tylko jednego buca, o czym wiem nie od dziś. Na szczęscie to nikt bliski.
Lubię prawdziwych mężczyzn, lubię kobiety, które nie wstydzą się swojej kobiecości.
Kochane Baby, życzę Wam wiele radości. Zyczę Wam, żeby każdy dzień był świętem, żebyście czerpały radość z bycia KOBIETĄ, żeby obok Was był mężczyzna, który na Was zasługuje. Bądzcie dla siebie dobre, nie tylko 8 marca.
Na razie nie mam czasu na odwiedziny, ale juz za kilka dni powinnam miec więcej czasu na wizytę, na pewno wpadnę.

kościół jako nastarsza firma 2010-02-22
Jeśli myślicie, ze zasady, na których oparto strategie marketingowe, są wymysłem ostatnich dziesięcioleci, grubo się mylicie. Mylicie się również jeśli myślicie, że to wynalazek ostatnich stuleci.
Bruno Ballardini- włoski eseista, teoretyk komunikacji, profesor uniwersytetu i wieloletni copywriter dużej agencji reklamowej w swojej książce „Jezus i biel staje się jeszcze bielsza” udowadnia, że owe techniki wykorzystywano już 2000 lat temu i wciąż są z powodzeniem stosowane przez ich twórców. Kogo? Ano przekonajmy się.
Jak uczy stara zasada marketingowa, aby odnieść sukces , musisz np. wywołać psychiczny dyskomfort w grupie docelowej” Do tego celu nie ma nic lepszego nad poczucie zadłużenia i skorelowane z nim poczucie winy”. Jak to wykorzystał Apostoł Narodów niejaki Paweł z Tarsu? „ W dwóch istotnych wypowiedziach sformułował wzorzec mechanizmu perswazyjnego, przejmując za jednym zamachem oskarżycielski potencjał zawarty w słynnym micie. Utraciliśmy oto Eden, bo jesteśmy potomkami pierwszego grzesznika, który za to właśnie, że zgrzeszył, wyrzucony został z Raju. A zatem genetycznie, i my jesteśmy grzesznikami. W drugim etapie swojej genialnej strategii komunikacyjnej Paweł powiązał to wydarzenie nierozerwalnie z tym, ze grzech pierworodny został odkupiony poprzez ofiarę Chrystusa. To właśnie ten fundamentalny passus miał wyzwolić w grupie docelowej poczucie winy. Od tego czasu epizod ów jest cytowany jako przypadek wzorcowy, nadający śmierci adepta rangę dowodu dobrej jakości marki i dobrej wiary jej przedstawicieli, oraz w efekcie, sugerujący konieczność rewanżu poprzez bezgraniczną i bezwarunkową wiarę, jak w jakimś okropnym potlaczu”.
Od tamtej pory „Firma” się rozrasta, przynosi dochód, a więc ma się dobrze. Nie ma się co zżymać na autora, któremu daleko do skandalisty. Ballardini w bardzo przystępny sposób wyjasnia jedynie pewne mechanizmy które, jak się okazuje, były znane „od zawsze”.
Jeśli ktoś TE SPRAWY traktuje strasznie serio, może tę ksiązkę potraktowac, jak zgrabnie napisaną mini historię kościoła. Zaręczam- bardzo ci to interesujące.

Poczuc się luksusowo 2010-02-20
Mama mojego męża wygrała wariackie zakupy. Mogła sobie wybrać dowolny sklep, dobrać 3 osoby i w 3 minuty załadować do dużego koszyka, co tylko zapragnie. Wybrała więc najdroższy sklep w jej mieście i oznajmiła czekającej już na nas obsłudze, ze oto jesteśmy- zwarci i gotowi zaszaleć w ich sklepie.
Miła obsługa widząc starszą panią zaproponowała przygotowanie całej zgrzewki mąki, cukru, no i koniecznie masła. Teściowa spojrzała na nich z niedowierzaniem. Drodzy państwo- powiedziała- chcę się choć raz poczuć luksusowo, czy myślicie, ze mąka i masło jest szczytem moich marzeń? Proszę mi wskazać półki, gdzie trzymacie najlepszy towar. Uradowany kierownik sklepu poinformował nas, żebyśmy atakowali tylko”górę”, po resztę nie warto się schylać.
I tak w 3 minuty staliśmy się posiadaczami najdroższych= najlepszych(przynajmniej nam się tak wydaje) produktów.
Siedzę sobie więc teraz i sączę francuski koniak, nie jakieś tam brandy, jeno prawdziwy autentyk o bogatym, mocnym i właściwie wyrównanym aromacie z przewagą dębu i czarnego pieprzu. Na nogi stawia mnie Arabica o wdzięcznej i wiele obiecującej nazwie Jamaica…mmmmm.
Cudownie od czasu do czasu poczuć się kobietą luksusową. A może na zaokrąglenie bioder ręcznie robione czekoladki? Bardzo proszę. Chwilo trwaj, jesteś piękna…

Wszystkiego dobrego 2010-02-14
Dziś urodziny mojego Kaczora. Gdziekolwiek jesteś Pietrek,  pamiętaj, ze jesteś nie do zastąpienia. Nie ma Trójki bez Ciebie. Wszystkie cieple myśli i "Valentine Suite" dla Ciebie.
O milości będzie 2010-02-13
Połowa lutego to szczególny czas. Urodziny moje, kilku mi bliskich osób no i Walentynki, które wypadają w dzień urodzin Kaczora- nie odwrotnie. Swiętuję więc od od paru dni na całego(wino udające szampana, wyprodukowane przez Palikota sprawdza się świetnie.)
Jakos mi nie przeszkadza, że Swięto Zakochanych pachnie komercją. Ja- wróg kiczu, tego dnia ze wzruszeniem przyjmuję czerwone serduszka od męża. W tym roku dostałam red box, z którego wyskakuje pluszowe serduszko, wrzeszcząc ze śmiechem :I LOVE YOU. Po chwili dostrzegłam, ze do uszu, rączek i szyi czerwonego serduszka doczepiona jest biżuteria. Bardzo mnie to rozczuliło. I wcale nie dlatego, ze biżuteria gustowna, bardziej wzruszyło mnie wyobrażenie męża- bardzo dorosłego w końcu faceta, który męczy się przy dopinaniu tych precjozów. Ja tam lubię takie okazywania miłości, mówcie co chcecie.
Prezentami obdarowaliśmy się, jak zwykle wczesniej, bo nie mogliśmy wytrzymać.
Od poniedziałku towarzyszy mi płyta zespołu Institute Of Joy- cholera wie, co to za zespół, nic o nim nie wiem. Na plycie „A Mountain…” słyszę echa Simple Minds, Briana Ferry`ego i to mi wystarczy.  Kto by pomyślał- w momencie gdy piękna muzyka wraca do łask, nie ma jej kto dla mnie prezentować. Kaczor, tak się nie robi swoim fankom.

Ja juz ją czuję 2010-02-07
Czy mnie się wydaje, czy w powietrzu dzisiejszego wieczcoru czuc juz wiosnę? jest zimno, nawet mrozno, ale ja juz czuję po kosciach zmianę- nie żeby mnie łupało- czuję, że idzie nowe, całkiem dobre i dlugo wyczekiwane. W każdym razie na wczorajszym spacerze zoczyliśmy juz z małżonkiem najprawdziwsze bazie, czyli kotki, czyli oznaki wiosny.
Mojego zawodowego zobowiązania jeszcze tylko 5 miesięcy, a pozniej....na pewno zwariuję ze szczęscia. Dobrą stroną tego całego nieporozumienia jest to, że jednak potrafię i nawet dobrze mi idzie, ale spokój cenię sobie o wiele bardziej niż resztę "przyjemnosci".
Od fiksacji ratuje mnie ostatnio włoski zespół MAMMOOTH- to takie odgrzewane nasze najlepsze zespoly, Tamirianie- możesz sprawdzic, całkiem ci to ładne
.
Uklony dla wszystkich.

oby do wiosny 2010-02-01
Okazuje się, ze większa płaca= większa praca. Ferie miały byc i podobno były, ale ja ich nie dostrzeglam. Tonełam w papierach, pracując 12 godzin na dobę. W końcu w sobotę coś we mnie pękło. Poukladałam grzecznie dokumenty i włączyłam sobie koncert AC/DC- ile pary w głosnikach. Mąż zajrzał zaniepokojony do pokoju, pokiwał z politowaniem glową i zabrał mnie na wyborną kolację  w wybornym towarzystwie. Po wprowadzeniu do organizmu elementu baśniowego zrozumiałam nawet to, co przez te całe 2 tygodnie przeczytałam. Teraz juz procedury, akty prawne to dla mnie pikus.
Dzis pierwszy dzień szkoly. Miałam 2 rozprawy z uczniami, 3 spotkania z rodzicami i próbę podpalenia. Poza tym wszystko ok. Serdecznosci.
Puk, puk. 2010-01-17
Witojcie
dawnom tu nie byla, ale i glowy do blogowania nijak nie miałam. Zycie bowiem rozprulo przede mną worek z życiowymi szansami i obfitościami. Na początku bylam w szoku, pózniej się zachlysnęłam, a jak nieco ochlonęłam, to zaczęłam myslec i wyszlo mi, że akurat w moim przypadku ważniejszy jest święty spokoj niż duże pieniądze. Nie powiem- nie miałabym nic przeciwko takiej kombinacji- święty spokoj i duże pieniądze, ale akurat dostałam inny pakiet i wybrałam spokój. Odrazu muszę dodac, ze nie tak do końca, bo święty spokoj będę miała dopiero od wakacji, a poki co, mam istny sajgon, stres i ...duże (jak na moje warunki)pieniądze. Mam nadzieję, ze jakos wytrwam. Teraz mam ferie i wreszcie czas na to, zeby Was odwiedzic. Tak więc przygotujcie strawę, idę...

I znów Trujka zamiast Trójki. 2009-12-30
Ten, jakze sympatycznie wyglądający jegomość, będzie szefem mojego radia, wykopawszy uprzednio panią Jethon. Pan nazywa się Jacek Sobala i jest z PIS- u tra la la.
Nawet mi się juz nie chce tego komentować. Powiem tylko, ze wczesniej był szefem Jedynki, Radia Bis i zasłynął z tego, ze polikwidował co ambitniejsze audycje. Wystarczy spojrzeć...



Bożonarodzeniowu cud. 2009-12-27
Ja nie wiem, co bylo pierwsze, czy najpierw przeczytałam, że swięta Bozego Narzodzenia sa magiczne, czy najpierw musiał zdarzyc się cud, żebym tak o nich pomyslała-już nie pamiętam. W kazdym razie od kilkunastu lat w te święta jestem swiadkiem prawdziwego cudu- jakiegos cudu.
Moj najlepszy przyjaciel G. od kilku miesięcy bombarduje mnie telefonami, ze własnie się był zakochał. A przypadkowo tylko jego nowa wybranka jest o 12 lat mlodsza od jego zony i że to w ogole nie ma znaczenia, wazne jet tylko to, ze wreszcie spotkał kogos, kto go rozumie i kocha. Należy mu się to, bo zona od lat nie zwraca na niego uwagi a on przecież zasluguje na milosc.
Przyznam, ze znalazłam sie w malo komfortowej sytuacji. No bo jak walczyc o starą zonę z zupełnie nową wypindrzoną bzdziągwą? która w dodatku jest o 12 lat mlodsza, 25 kg lżejsza i o całe kilkanascie lat pretensji mniejsza? Prowadzilam dlugie rozmowy, ale nie przynosily one żadnych pozytywnych rezultatów. Stary matol się uwziął i w dzien wigilii, idiota przeprowadził tę trudną rozmowę. Byly łzy z jednej i drugiej strony, tysiące telefonow, że się był zdecydował i że wreszcie wie, że zyje i nagle.... w pierwszy dzien świąt otrzymałam jednozdaniowego esemesa- ZOSTAJE W DOMU, KOCHAM ZONĘ.
Ażeszty w mordę, czyż to nie cud? Jezusie malusienki, co to w Ciebie prawie nie wierzę, toż to cud murowany. Kocham ich oboje, jak nie wiem co, i ulzylo mi, jakby to mój mąż do mnie powrócił. Mloda bzdziągwa została uptrzejmie oddalona, a G i jego prawowita spędzą u mnie sylwajstra, jak na prawdziwą rodzinę przystalo. Okazuje się, ze jemu, temu idiocie brakowało tylko jednego- zapewnienia, ze jest WAŻNY- ło Boże....ci mężczyzni, durni....jakże łatwo się ich obsługuje, tylko czasem o tym zapominamy.

Opowieść wigilijna. 2009-12-21
Nie ma świąt bez choinki, nie ma świąt bez makowca mojej mamy, nie ma świąt bez „ Opowieści wigilijnej” Dickensa. To już tradycja. Od dobrych 30 lat, każdego roku o tej właśnie porze czytam ją ponownie- tak jakbym ją czytała pierwsze raz w życiu. Oglądam też film, ale do dziś pojęcia nie miałam, że istnieje nasza rodzima produkcja – Roberta Glińskiego z 93 r. ze swietną rolą Krzysztofa Kowalskiego jako Scrooge`a. Właśnie obejrzałam ją na TVP Kulturze. Film a właściwie widowisko teatralne położył mnie zupełnie na łopatki…muzyką J.K.Pawluśkiewicza. Piosenki śpiewane przez Rynkowskiego, Rybotycką, Banaszak czy Przemyk sprawily, ze całkiem niespodziewanie i na poważnie się byłam wzruszyłam.
Film filmem, ale niesamowite jest to, że przekaz nie zestarzał się ani na jotę. Myślę nawet, że w XXI w. jest jeszcze bardziej aktualny. Proste prawdy, które warto przypomnieć sobie przed wigilią- praca? Jaka praca? Pieniądze? Jakie pieniądze? No dobrze, lubię pieniądze, ale teraz sza. Otwieram się na sprawy duchowe. I wchodzę na tę drogę sama. S A M A! Nie potrzebuję żadnych przewodników, żadnych nocnych gości- żeby było jasne.
Jestem dobra, grzeczna, kocham dzieci, nawet zakonnice, które bez pardonu i w dodatku za niewinność wyrzuciły mnie onegdaj z internatu( za co jestem im dozgonnie wdzięczna), kocham duchownych, którzy robią szopkę z tego, w co chciałabym wierzyc, kocham Ministerstwo Oświaty i polityków a nawet zimę kocham i przedświąteczne porządki- niech tam! Jak przemiana to przemiana.

Ponieważ wiem, ze od jutra mogę zapomnieć o komputerze, bo mąż wraca, pozwólcie, że
uściskam Was świątecznie. Bądźcie dla siebie dobrzy w te święta i cieszcie się sobą nie tylko w tę swiętą noc, ale cały przyszły rok( z możliwością przedłużenia).

Zaczytałam się 2009-12-19
Boże Narodzenie kładzie swój krzepki blask na ciemnej i złowieszczej tkance, jaką żywiła się stara przedchrześcijańska wiara Europy. Na przekonaniu, że czas od 25 grudnia do 6 stycznia to tak zwane straszne dni, w głębi których noc, upiorność, szataństwo i zima potęgują swe siły do szaleństwa i próbują ostatecznie zmierzyć się ze światem i dobrem. W końcu było się tu na granicy przemiany, na granicy czasów- we władzy zimowego przesilenia, gdy ciemność osiągała zarazem szczyt i kres panowania nad człowiekiem i naturą i kiedy, jak chcieli starożytni Rzymianie, Sol Invictus, Niezwyciężone Słońce mitraizmu i innych wschodnich kultów, z którym triumfujący chrystianizm utożsamił swojego Dobrego Zbawcę, zaczynało krok po kroku odzyskiwać władzę. „ Świętujemy ten dzień nie jak poganie, z powodu narodzin słońca, ale aby uczcić Tego, który je stworzył- zarzekał się w prawdzie jeden z chrześcijańskich teologów około roku 320, ale było to setki lat jedynie pobożnym życzeniem.

To fragment książki Zbigniew Mikolejko „W świecie wszechmogącym- o przemocy, śmierci i Bogu”, książki, od której nie mogę się oderwać od kilku dni. Mikołejko to historyk religii, filozof, eseista, „wśród gorliwych wyznawców niedowiarek, wśród niedowiarków- człowiek wiary. Jakiejś wiary”
„W świecie wszechmogącym” to zbiór esejów na temat zła, bólu, przemocy, strachu, przemijania, śmierci. To tylko trochę tekstów wybranych z tego, co zdarzyło mi się po drodze ku przedostatniemu już skrzyżowaniu- starości. Często, niestety, powstających z myślą, że za chwilę pochwyci mnie brudna ciemność i zaleje usta wiekuistym gipsem.- pisze we wstępie Mikołejko.
Mnie, póki co, najbardziej spodobał się tekst „Nasza zima zła”, z której przytoczyłam fragment. Autor pisze tu o powtarzającej się każdego roku ponurej, mglistej i strasznej zimie, którą współcześni przeobrazili w przesłodzoną bajeczkę z filmów Disneya.
Mam wrażenie , ze jeszcze gdzieś w mrokach mojego dzieciństwa – dzieciństwa na głębokiej prowincji, dzieciństwa poddanego ciśnieniu biedy i gomułkowskiej smuty- tkwiły mocniej jakieś ślady tej archaicznej walki z demonią. Że groza zimowej nocy i zła, jakie ją zamieszkuje, przemawiała wtedy do mnie i do mojego otoczenia bez osłonek, bez kostiumów i masek. Zwłaszcza grudzień był wtedy nie do zniesienia. Jego krótkie i sine dni nie dawały żadnej ulgi od długich, przepastnych nocy, od tęgich mrozów, od nieprzebytych śniegów targanych przez nagłe wiatry, od widm, które wpełzały o zmroku z głębi lasów i skradały się do ludzkich progów. I co gorsza od widm, które wyłaniały się z ludzkiej pamięci i z ludzkiej wyobraźni- bardziej jeszcze od tych pierwszych straszne i łakome.

Nie wiem, czy ta ksiązka trafiła w mój czas, czy też Mikołejko pisze dokładnie to, co chcę przeczytać i co, jeśli tylko umiałabym pisać, mogłabym spokojnie słowo za słowem powtórzyć.
Nie mogę się powstrzymać, jeszcze jeden fragment.

Dla Słowian był to czas, kiedy duchy powracały na ziemię. To dla duchów urządzali ucztę i pozostawiali przy stole puste miejsca. Najdłuższa noc w roku pozwalała istotom ciemności przebywać wśród nas dłużej. Kiedy zasłona oddzielająca światy staje się cienka, nastaje czas wróżenia. Czytanie przyszłości ze źdźbeł słomy to najtrwalsza pozostałość pogańskich obrzędów. Tradycyjne potrawy wigilijne niosą pewien ładunek grozy, dla nas już nieczytelnej. Po grzyby trzeba było wybrać się do lasu, gdzie nie tylko o wilka, ale o gorsze licho nie trudno. Ryby trzeba było złowić a nie wyhodować, a mak jest halucynogenem. W Boże Narodzenie życie zmaga się ze śmiercią. Moment jest ogólnie niesprzyjający: zimno, ciemno. Ale zaczyna świtać nadzieja.

I z tym optymistycznym zdaniem pozostawiam Was, mając nadzieję, ze i Was ta ksiązka przywiąże do siebie na długie zimowe dni.

A tu lecą jej na glowę-liscie zlote i brązowe... 2009-12-07
No tak, Mikolajki- srajki za nami a ja i owszem takze zostałam obdarowana- i to czem? TORI AMOS! Moja Tori Amos nagrała świąteczną plytę, a Mikolaj znając moją do niej słabość, przytargał mi ją tej swiętej nocy.
Od razu zrobilo się świątecznie. Slucham sobie jej naprzemiennie z Trzeszczącymi Plytami nr 4 i 5, które Kaczor podarował nam miesiąc temu. To taka " muzyka do ubierania choinki" jak zawsze mawiał. Cóż tu mamy? ano Glenn Miller np., Tommy Dorsey, Bing Crosby, Ella Fitzgerald i sto tysięcy innych zacnych wykonawców.
Mikołajki Mikolajkami, a ja modlę się o snieg. Oświadczam uroczyscie, ze jeśli to ścierwo rychlo nie spadnie, padnę na pysk i juz nie wstanę.
Powodem mojego bólu psychofizycznego jest moj sad. Zwykle bywa tak, ze jesienią przez tydzien grabimy z mamą liście i przez całą zimę mamy spokoj. Teraz, ponieważ wszystko się w tej przyrodzie pochrzanilo, liście grabimy od pazdziernika niemalże kazdego dnia. Tak się im jakos umyslalo, ze spadają sobie na raty i jakos im się nie spieszy do parteru. Ja pewnie bym nawet nie spojrzała w tamtą stronę, ale mama lubi miec porządek w obejsciu- ani jednego listeczka, ani jednej gałązeczki...tak więc grabimy, grabimy i znów grabimy a liście lecą i lecą. Dziś moja ukochana mama wpadla na pomysł, ze jutro zamówi pana z piłą, zeby to w cholerę wyciął a my będziemy miały zajęcie przy ukladaniou drzewa- myslę, ze nie zejdzie nam dlużej niz tydzien. Cóż to dla nas? Poradzimy sobie i z tym. A od wigilii przybywa dnia, wiosny tylko patrzeć i wreszcie będę sobie mogła kosić trawnik....Czy ktoś słyszał cos o sniegu? Zaplacę za kazdą dobrą wiadomość.

Bez tytułu 2009-11-29
Ktoś się rodzi, ktos umiera- sztuka za sztukę.
W piątek zmarła bliska mi osoba. Odwiedziny w szpitalu pokazały mi jak bezradny i samotny jest czlowiek w tych ostatnich dniach.
Dzien przed śmiercią zwierzyła mi się, ze nigdy nie zalowała, ze nie miała dzieci, nadal nie wierzy w pieklo i czysciec i własciwie mogłaby juz umrzec. W piątek rano powiedziała : Dzis będę w niebie. Umarła za kilka godzin.
Jeśli jest jakies niebo, to jestem pewna, ze moja ciocia zadomowiła się tam na dobre.
Mogłabym napisac, ze to zycie jest gówno warte i pozbawione sensu, ale nie napiszę, bo od kilku tygodni staram się ten bajzel zaakceptowac, polubic, zrozumiec i nawet tak dramatyczne doświadczenie  nie zawróci mnie z tej drogi.

Ania urodziła 2009-11-18
Ja tylko chciałam obwieścic, ze IN ANNA urodziła slicznego Wojtusia i oboje czują się dobrze.
Aniu, jeszcze raz Was całuję.

Pogrypowe powikłania? 2009-11-17
Czy zauważyliście, ze gdy czlowiek postanowi sobie, ze będzie szczęsliwy, cały świat zaczyna mu sprzyjac? Tak. Uważam, ze szczęscie to kwestia decyzji. Ja podjęłam ją kilka tygodni temu i od tamtego czasu, zauważam dziwne rzeczy. Koleżanki- żmijki, lub pindy zdeklarowane( czyli te, które nie kryją się ze swoją podloscią) nagle zmieniają się o 180 stopni. Zaczynają przypominac czlowieka, ba.... w tobie widzą czlowieka. Dzieci w szkole też jakby bardziej grzeczne, mądrzejsze, sympatyczniejsze. Listonosz nie spoznia się z pocztą. Starzy znajomi dzwonią po latach- ot tak, zapytac, co slychac. Do drzwi dzwoni pan od remontów, na którego czekam od roku i robi mi wycęnę taką, ze oczom nie mogę uwierzyć- tylko tyle?!
Czy wszyscy ludzie poszaleli? czy to następstwa mojej grypy? a może jest tak, ze najpierw samemu trzeba się zmienic, zeby tę zmianę zauważyc u innych. Ja nie wiem, ale wiem, ze podjęłam sluszną decyzję- jestem szczęsliwa i będę się tego trzymać.

Grypa- moja milość 2009-11-14
Postanowiłam nie brac udziału w całej tej panice grypowej. Nie dlatego, że jestem przeciwnikiem szczepień- wręcz przeciwnie- jestem ich gorącą zwolenniczką. Wykombinowałam sobie, ze grypa to jedyny czas, kiedy mogę bezkarnie wylegiwać się w łóżku  pozwalając się rozpieszczać moim bliskim.
Najpierw więc przezornie zaszczepilam mamę i męża, coby mi się nie rozlozyli w najmniej odpowiednim momencie, a pózniej rozlożyłam się sama z gorączką taką, co się juz widzi rzeczy, których normalnie byc nie powinno. Pech chciał, że moje ciało zaniemoglo akurat w dniu, kiedy Sosnowski a pozniej mój Pankowski podpisywali swoje ksiązki  w Krakowie. No, ale choroba nie wybiera
Nie przesadzę, jesli powiem, ze ten ostatni tydzień był jednym z najpiękniejszych w moim życiu. No sami sobie tylko wyobrazcie  taki obrazek...Ja w wielkim łożu oblożona smakolykami i książkami. Mama co chwilę donosi owoce, herbatki, syropki. Poprawia poduszki, sprawdza gorączkę, żałując swojej córeczki. Mąż we wtorek wpada zziajany z ksiązką Sosnowskiego pod pachą i nie zważając na wirusy, postanawia się ze mną solidaryzowac dając nura do naszego łoża. Oglądamy więc TVP Kulturę (jak leci), stare filmy Woody`ego Allena, przytulamy się za wszystkie czasy i blogoslawimy grypę.
W poniedziałek koniec wakacji- jestem chudsza o 4 kg, jakas taka gładsza, wypoczęta i chociaz słaba jednak pełna zycia.
Wam jednak zdrowia życzę...no chyba że nie chcecie.

Muzykoterapia. 2009-11-04
I po koncercie. Rewelacja to nie była. Mieliśmy z mężem wrazenie, że ten krakowski koncert był tylko próbą przed jakims wielkim i ważnym koncertem i to nie dla polskiej publicznosci. Grali repertuar UK i King Crimson. Gdy uslyszałam "Starless", ciary przeszly mi po plecach, nie mogę zaprzeczyc. Wedlug relacji wtajemniczonych, Eddie Jobson rozwaliłbył onegdaj swoje legendarne krysztalowe skrzypce na glowie Wettona. Wczoraj zagrał pięknie na różnokolorowych z pleksy. I one i glowa Wettona pozostały niestety  nienaruszone.
Największą moją uwagę przykuło mlode chlopczę, które tak wywijało na perkusji, że przestałam oddychac na kilka minut. Jednakowoż znawca tematu siedzący obok mnie powiedział, ze to bylo kwadratowe, cokolwiek to znaczy. Inny mlody chlopiec dzierżący w ręku gitarę, własciwie tylko stał, a i to z lekkim zawstydzeniem. Mąż stwierdził, ze dużo zyskiwał, jak przestawał grac. Mąż moj wie, co mówi.
W sumie wieczór był udany,ale bez większych ochów i achów.
Teraz slucham ostatniej plyty Marillionu i.....rozplywam się. Sluchajcie, to jest prawdziwe cudo- mówię Wam to ja, co się na Marillionie zna.
Jak tak sobie tego slucham, to sobie myslę, ze życie jest piękne, przynajmniej od czasu do czasu.

List- opad 2009-11-02
Listopad- sił opad. Łatwo pewnie nie będzie, ale póki co walczymy z czarnymi myślami różniastymi sposobami. I z tego miejsca podziękuję Tamirianowi, który swoją notką bardzo mi pomógł i załatwił pewien zyciowy problem, który nie dawał mi zyc jakies -bagatela- 20 lat. Dzięki stary.
Od kilku dni z  mojego odtwarzacza nie wychodzi plyta YUSUFA ISLAMA (wczesniej Cata Stevensa). Przecudnej urody drobiażdzek, bo cały album ma zaledwie 30 minut z hakiem. Cat Stevens zawsze kojarzył mi się z wczesną wiosną. Może dlatego, ze taki energetyczny i ciepły. Na początek listopada pasuje jak ulał.
Przed chwilą mąż do mnie zadzwonił z radosną wiadomoscią dotyczącą najnowszej plyty mojego kochanego Marillion. Ponoc juz jestem w jej posiadaniu. Gdyby to jeszcze nie były akustyczne wersje starych utworów, cieszyłabym się jeszcze bardziej. Ale nie marudzmy, cieszmy się drobiazgami.
Jutro wybieram się na krakowski koncert UK. Tak naprawdę to koncert supergrupy: 2 członków UK- Eddie Jobson i John Wetton + John Levin, Greg Howe i Marco Minnemann. Nie czepiajmy się jednak szczegółów. Chcę zobaczyc ich wszystkich, bo przecież wszyscy oni są wielce wielcy.
A w niedzieleeeeee- znów kierunek Kraków. Tym razem Targi Ksiązki i spotkanie z Jerzym Sosnowskim. Będzie podpisywał swoją najnowszą ksiązkę. Nie muszę chyba dodawać, ze będzie ją podpisywał mnie, bo ja moi drodzy, oprócz Kaczkowskiego i Hogartha, kocham również Sosnowskiego, taki juz ze mnie kochliwy czlowiek.
Dbajcie o siebie, nie dajcie się waporom melancholicznym i grypie.

Obudziłam się, dzień dobry. 2009-10-25
Myślę, ze się uporałam z moimi zmorami. Wszystko zrzuciłam na moją 40-kę, ale przecież tak naprawdę nie chodzi o jakies tam głupie zmarszczki. Chodzi o NIEZGODĘ na powolne odchodzenie ludzi, którzy są dla mnie ważni. Kaczkowski, mama, mąż - czy bez nich można życ? Te obsesyjne pytania i lęki paraliżowały mój umysł przez ostatnich kilkanaście miesięcy.
Nie wiem, czy można bez Nich żyć, nie wiem, jak to będzie, ale WIEM, że jeśli nie zaakceptuję tej drugiej- ciemnej strony mojego życia, to któregoś dnia sfiksuję do reszty, a uwierzcie mi, granica między normalnością a szaleństwem jest cienka.
Nie ma żadnego jutra, nie ma pytań: "co będzie, jak będzie"? Jest tylko tu i teraz, a TERAZ , jeśli mu tylko pozwolimy, jest całkiem ładne i przede wszystkim takie, jak być powinno.
Jeśli jeszcze kiedys przeczytacie u mnie notkę w tonie minorowym ( a przeczytacie na pewno), to możecie mnie bezceremonialnie kopnąć w 4 litery- BARDZO WAS O TO PROSZĘ.

bez sensu, bez tytułu. 2009-10-12
Zycie jakie jest- kazdy widzi. Już srednio inteligentny i myślący czlowiek powinien przeklinac dzień, w którym się był narodził. Właściwie kazda aktywnośc to tylko rozpaczliwa próba nadaniu rzeczywistosci jakiegokolwiek sensu.
Uważam, ze ludzi po 40-ce powinno sie dobijać dzień po ich czterdziestych urodzinach(odzywa się tu u mnie taki mały Hitlerek). Zostałyby im oszczędzone arytmie serca, żylaki podudzi i idbytu, trądzik różowaty, marskosc wątroby, celluit i inne depresje, nie mówiąc juz o innych poważniejszych dolegliwościach fizycznych i psychicznych.
Świat jednak nie jest doskonały. Wciąż zyjemy i mamy się zle. Próbowałam juz wszyskiego: wiary w Boga, jogi, zen, zycia terazniejszością i całego stada pozytywnych myśli- jak dotąd, mi się nie polepszyło.
Dziś jednak mam dobry dzień, bo poszliśmy z moim przyjacielem na drinka. Pogadalismy sobie o Ukrainie, historii, Bogu, życiu i próbie nadaniu mu sensu. 2 drinki to zdecydowanie za mało, zeby ten sens odnalezc, ale juz sam fakt, ze masz kogos, kto, chocby na chwilę pomoze ci te mroki rozproszyc, to juz chyba nie jest tak zle.
A jesli jeszcze dodac do tego, ze znakomita większosc twojej rodziny wciąż zyje, a ciebie nie dręczą ani wrzody, ani sledzina, a i serce równo bije.....no nie, tu się zapędziłam, ale za to bije, kocha i jest kochane,  to to juz jest cos.
A ze wszystko, co dobre może ci byc juz jutro odebrane, to juz inna historia.
Zeby jednak skończyc optymistycznie, to napiszę, ze plyty niejakiego SYLVIANA, MUSE i KNOPFLERA są piekne i gdy się je tak słucha, to można się nabrac, ze to życie ma jednak odrobinę sensu.

to ja spadam z duchowej sciezki. 2009-09-25
Jak Wam- moi czytelnicy wiadomo, zyje ostatnio w wielkim stresie. Doszlo nawet do tego, ze zaczęłam sobie brac do serca rady Eckharta Tolle( "Potęga terazniejszosci"). A radzi on min. zeby skupic się na terazniejszosci i czerpac z tego radosc. Oczywiscie skutki nie będą natychmiastowe, ale jak się tak potrenuje, to potem z rozkoszy się nawet sfiksuje.
Wyobrazacie sobie, w jakim musialam byc stanie, skoro chwytalam się takich przepisów. Poszlam nawet dalej. Poniewaz wydarzenia ostatnich tygodni odcisnęły się dosc mocno na mojej twarzy, postanowiłam postawic na duchowosc. Co tam ciało! ta nędzna powloka, wazny jest duch, w dodatku zdrowy.
No i jak się juz tak przestawiłam i nawet wyciszyłam, wezwał mnie dzisiejszym rankiem dyrektor do gabinetu i powiedzial, zebym sobie zarezerwowała jakies SPA na drugi weekend, bo on ,  z wdzięcznosci za moje poswięcenie postanowił przyznac mi nagrodę. I to nie jakąs tam nagrodzinę, ale prawdziwą NAGRODĘ, co to trzeba ja pisac takimi własnie literami.
Totalnie zbita z tropu wracam ci ja do domu, a tu czeka na mnie druga niespodzianka. Moj amerykanski brat przsłal mi paczkę z furą kosmetyków z najwyższej półki- na tyle wysokiej, ze nie smiałam nawet na nią spojrzec moimi ubogimi oczyma. Do tego dokupil mi przepiekne Martensy.
No i jak to wszystko przetrawic, skoro ja weszłam własnie na ścieżkę duchową i wszelkie tego typu zbytki nijak w tym momencie mi nie pasują.
To ja się jeszcze zastanowię, może przeprosze sie z moim cialem, a duch jeszcze poczeka.

mam dosc 2009-09-14
Od początku wrzesnia nazywam się NAUCZYCIELKA. Nie istnieje nic innego. Piszę jakies plany, programy, przygotowuję się do lekcji, poprawiam zadania domowe,odchorowuję humory moich kolezanek, a w nocy sni mi się, ze muszę isc do szkoly i budzę się zlana potem.
Nie mam czasu na rower, ksiązki, przyjaciół, nawet dla męża nie mam czasu, więc wyeksmitowałam go na tydzien, zeby mnie nie rozpraszał.
Czy tak ma wygladac zycie nauczycielki? Przeciez ja jestem przede wszystkim SOBĄ do cholery, a dopiero pozniej tą pieprzoną nauczycielką! I niech mi ktos powie, ze nauczyciel pracuje tylko 19(obecnie) godzin!
Jestem zmęczona, tęsknię za słońcem, mężem, i słodkim nicnierobieniem. To przecież nie może tak wyglądac! Czy tam w ministerstwie znajdzie się jakis mądry człowiek, zeby odmienił moje życie?
Boję się coraz bardziej o Kaczora. Ja wiem, był w Trójce, wiem, ze zyje, ale wiem również, ze czeka go operacja od której zależy Jego powrót do radia.
Tyle nieszczęś na moich chuderlawych ostatnio barach...ach....

Ladnie grali, panie doktorze... 2009-09-07
Ciąg dalszy plyt, chyba jednak, godnych przesluchania:

Joe Bonamassa-"The Ballad of John Henry"
Soft Machine- "Third"
The Decemberists- "...Hazards of Love"
Marcury Rev- "Snowflake Midnight"
Ozric Tentacles-" The Yumyum Tree"
Jolly- "Forby- six minules"
Chase- "Ennea"
Chase- "Pure Music"
Chase- "Chase"
Aviv. Geffen
Winter Strain-"Shifting Sands'
Camero Cat- "Cats And Clocks"
Grace Jones- 'Hurricane'
Chickenfoot
Archive- "Controlling...'
Ray Willson-" Propaganda Man"
The Parlor Mob- "And You were a crow"
The Tangent- 'Not as good..."

Juuuuuuuz nie mam siły pisac o koncertach, których mi przybylo na polce. Stres szkolny  dał mi się we znaki. Trudno mi się skupic na blogu, gdy na biurku czeka na poprawienie 33 prace domowe.
Jak troszkę to ogarnę, na pewno napiszę więcej i o muzyce i o ksiązkąch i o wszystkim, co mi przynosi radosc, bo o smutkach pisac nie będę. Kogo to obchodzi? Mnie na pewno nie.

BYŁO, MINĘŁO. 2009-09-06
Rok szkolny zaczął się całą parą, ale ja powrócę na moment do wakacji i podzielę się tym, co przeczytałam i posłuchałam-na prosbę Ani. Nie będa to recenzje-brak czasu, ani propozycje- kazdy ma inny gust i inne potrzeby. Podam po prostu listę rzeczy, które umiliły mi czas i znalazły się we własciwym momencie mojego zycia na moim biurku. Jesli się to komus na cos przyda, będzie mi tym bardziej milo.
KSIĄZKI
1.Woody Allen- "Czysta anarchia"- następna porcja przezabawnych tekstów autora.
2.Eckhart Tolle- "Potęga terazniejszosci"- juz kiedys pisałam, że nigdy w zyciu nie sięgnęłabym po książkę tego typu, gdyby nie fakt, ze stała się ona inspiracją dla mojego Hogartha do stworzenia jego ostatniej plyty.
3.Tomas Halik- "Wzywany czy nie wzywany Bog sie tutaj zjawi"- Tomas Halik to nie  podróżnik, lecz czeski ksiądz, który ma poglady podobne do naszego Tischnera. Kazdą jego ksiązkę przyjmuję z radoscią, bo Halik mówi to, co chce uslyszec.
4.Tomas Halik- "Cierpliwosc wobec Boga"
5.Joseph Campbell- "Kwestia Bogów"- wreszcie ją zdobyłam za straszliwe pieniądze w stosunku do jej grubosci- ale była warta swojej ceny.
6.Leszek Kołakowski- "Obecnosc mitu"
7.Leszek Kołakowski- "Wsród znajomych"
8."Czytanie Bursy"- pod redakcją Anny Wróbel i Grzegorza Grochowskiego.
9. Jan Tomkowski- "Dom chińskiego mistrza"
10.Jan Tomkowski-" Don Juan we mgle"
11. Jan Tomkowski- "Ciemne skrzydła Ikara"- to trzy ksiązki, które warto poznac- ta pierwsza to eseje o samotnosci, druga opowiada o wiernosci, a trzecia o rozpaczy.
12.Antoine de Saint- Exupery-"Ziemia, planeta ludzi"
13.Tomasz Mann- "Smierc w Wenecji"
14.Stefan Chwin-"Dziennik dla doroslych".

Płyty-wybór
1.Eric Woolfson sings The Alan Parsons Project
2. Heaven & Hell- kto kochał Black Sabbath, wie o co chodzi
3. Dream Theather- "Black Cloudes..."
4. The Brew- "The Joker"
5.Ian Gillan
6. Gazpacho
8.Saga

Prze chwilą, telefonicznie zapowiedzieli sie goscie, wybaczcie, ze muszę brutalnie przerwac. Jutro dokonczę muzyczną listę.

Wszystko co dobre.... 2009-08-23
Lato omdlewa na moich oczach, jest zimno, mokro i smutnawo, ale jednak zdecydowałam się na kolor zielony, bo to moj ostatni wakacyjny dzien- ostatni dzien wolnosci.
To byly niezwykle wakacje- nie dlatego, ze spełnilam swoje zyciowe marzenie-podróz do Maroka, ale dlatego, ze strasznie w ciągu tych dwóch miesięcy dojrzałam. Jesli chcialabym to przelozyc na liczby, to o jakies 2 miliony lat swietlnych. Jestem więc przerazliwie dojrzałą czterdziestolatką. Pomogly mi w tym ksiązki, filmy, spotkania z ludzmi i doswiadczenia . Nie wszystko, o czym pisze bylo miłe, ale moze wlasdnie dlatego pozbylam się  złudzeń, ale też i lękow. Myslę, ze to się nazywa PRAWIEDOROSŁOSC. To dziwny stan, ale nieuchronny i trzeba się w nim jakos "urządzic" . Na szczęscie mam przy sobie mojego Ukochanego i Mamę- to strasznie duzo, zważywszy na to, ze inni mają tylko siebie.
Przez te 2 miesiące przeczytałam 14 książek, przesluchałam ok 20 plyt, obejrzałam kilka filmów(jakos niespecjalnie przedpadam za tą dziedzina sztuki). Recenzji na kilkadziesiąt notek, ale jakos nie chce mi się o tym pisac- nie dlatego, ze nie warto, ale dlatego, ze to są rzeczy nieprzetrawione i nie jestem pewna, czy chcę się w ogole z nimi dzielic.
Plytą, która zrobila na mnie największe wrazenie jest "Tick tock" norweskiej grupy GAZPACHO. To takie połączenie Hogartha i Muse. Jak twierdzi Kaczor, Nie ma przypadkow- otóz sluchałam sobie tej plyty czytając ksiązkę Exupery`ego;" Ziemia planeta ludzi". Nagle wszystko zaczęlo mi się ze sobą dziwnie łaczyc i jakos przenikac. Okazalo się, ze inspiracją do stworzenia tej plyty była własnie owa książka autora 'Małego księcia". Dawno czegos tak magicznego nie przezylam- w kazdym razie i książka i plyta godna polecenia.
A ja idę prasowac mundurek- jutro pierwszy dzien pracy, jeszcze bez dzieci, ale mundurek i maska muszą byc pierwszej świeżosci.



Na ratunek Trójce 2009-08-11
Ruszyła społeczna zbiórka pieniędzy na rzecz kulturotwórczej działalnosci radiowej Trójki. Bardzo mi się ta inicjatywa podoba. Jest szansa, ze dzięki nam moje ukochane radio wróci do dawnego poziomu. Jesli chcielibyscie poczytac sobie więcej o tej inicjatywie, odsyłam do ofilcjalnej strony Przyjaciół Trójki: www.przyjacieletrojki.org.pl
Ja juz wplacilam.
Polecam 2009-08-10
Ostatnią zorganizowaną wycieczkę odbyliśmy do Tafraut- miasteczka polożonego w samym sercu Antyatlasu. W sumie najmniej atrakcyjna. Gdyby nie to, ze mąż kupił mi tam cudowne skórzane, wsciekle żółte buty, to bym o niej zapomniała w 5 minut. Rekompensatą były malownicze widoki, które mogliśmy podziwiac po drodze.
Muszę przyznać, ze serce miałam w gardle, gdyż wąziutkie drogi wiły się serpentynami na przepascią, a kierowcy są tam zupełnie szaleni. Jakos nam się udało.
W drodze powrotnej zahaczyliśmy jeszcze o Tiznit, ale to juz były czysto komercyjne odwiedziny związane z oglądaniem sklepu ze srebrem. Spore wrażenie robi jednak szesciokilometrowy mur z czerwonegio blota otaczający miasto.

Oprócz wycieczek zorganizowanych odbylismy niezliczone wycieczki piesze po Agadirze. Opowiesci na kilka wieczorów, ale juz nie mam sily. Pozwólcie więc, ze podzielę sie z Wami kilkoma radami, gdybyscie chcieli tam pojechac.

1. Jesli wybierzecie porę taką jak my- czyli 15 lipca, wezcie z sobą cos cieplejszego, bo temperatury do 20 lipca nie przekraczały 25 stopni. O sloncu w Agadirze tez nie ma co marzyc do godziny 14.00( ocean). Po 14 chmury się przecierają i wychodzi zamglone sloneczko. Niech Was to jednak nie zwiedzie. Slonce parzy tak, jak w Afryce powinno. Bez filtra 25 się raczej nie ruszajcie.
Moje wskazówki dotyczące temperatury są aktualne tylko w Agadirze. Juz kilka kilometrów dalej temperatura jest znacznie wyższa.
2. Po 20 lipca temperatura fiksuje i nie ma z nią żartów. Odradzam- ZDECYDOWANIE ODRADZAM ZWIEDZANIE MAROKA LATEM.
3.Raczej pewne jest, ze odczujecie zmianę flory bakteryjnej. Na wszelki wypadek juz na początku zaopatrzcie się w IMODIUM- ja prawie tam umarłam, zanim wpadlam na pomysł, ze warto by zadzwonic do rezydentki z prosbą o pomoc.
4. Chyba nigdzie nie spotkacie tak pięknych kobiet i dzieci. Jeden z Marokańczyków wytlumaczyl nam jednak, ze to nie Arabki zachwycają nas swą urodą, lecz berberyjki, które w przeciwienstwie do tych pierwszych są bardziej wyemancypowane, no i bardziej sexi.
5. Nie ma co marzyc o zdjęciach tychże pięknosci, bardzo tego zaluję.
6. Na pocieszenie dodam, ze uroda pan mija dosc szybko, ponieważ w Maroku spożywa się niewiarygodne ilosci cukru, przy czym zupełnie nie dba się o higienę. Ząbki sypią się więc juz po trzydzistce, a i w biodrach robi się jakby więcej. Tak że sprawiedliwosc istnieje.
7.Z Maroka warto przywiezc skóry, które są tam nieprzyzwoicie tanie i olejek arganiowy( lub kosmetyki na jego bazie).
Poczytajcie sobie o jego dobrodziejstwach w internecie, tam tez mozecie go nabyc( nie daję glowy, ze oryginalny). Ja go kupilam i jestem zachwycona. Uzywa się go zamiast kremu, ale tylko na noc, bo ma wlasciwosci złuszczające( niewidoczne golym okiem).
Ciekawostką jest fakt, ze orzeszki arganiowe( zktórych jest robiony) rosną na drzewie, na które wskakują kozy i pomagają w tychze orzeszkow obieraniu. Niesamowity widok nota bene- kozy na drzewie.
Obróbką tego olejku zajmują się w Maroku tylko i wyłącznie kobiety wyklęte, czyli rozwódki i wdowy.
Odrazu zapałalam do nich sympatią.
Ponoc warto równiez przywiezc glinkę na maseczkę, ale ni cholery nie mogłam jej zoczyc. Przywiozłam sobie natomiast mydełko z tej glinki-super.
8.Prawdziwą zmorą Maroka są natarczywi sprzedawcy, którzy doslownie wciągają cię do sklepu i nie odpuszczą, dopoki ci wszystkiego nie opowiedzą. Niestety nie sa tak sympatyczni jak w Turcji np. Gdyby nie oni, zrobilabym o wiele większe zakupy, bo naprawdę mozna tam wytargowac fajne rzeczy. Na zdjęciu moja torebka-ta z frędzlami.
Na kazdym kroku mozna spotkac taki widok
Przygotujcie sobie parę zlotych.
9. Wszędzie mozna się poruszac taksówkami-są tanie- pod warunkiem, ze pan kierowca włączy licznik, jesli tego nie dopilnujecie, pojdziecie z torbami.
10. W Maroku czysto nie jest. Karaluszki chodzą sobie w najmniej odpowiednich miejscach- np. w barach. Ale ponoc to jest normalne i nie nalezy się dziwic, nawet gdy rozmiary karalucha przekraczaja nasze wyobrazenie.
11. Jesli masz niebieskie oczy, bądz pewna, ze wszyscy będą cię zaczepiali i chcieli sobie z tobą zrobic zdjęcie.

Jestem po tych wczasach pierońsko zmęczona(moja wina, trzeba bylo sprawdzic temperatury), jednak tego, co zobaczyłam, nie byłam sobie nawet w stanie wyobrazic i mimo wszystko polecam.

Odcinek kolejny. 2009-08-08
Tijut- Taroudant
Tę i następną wycieczkę wykupilismy juz nie w Triadzie
, lecz w "biurze" marokańskim. Trudno to nazwać biurem- ot kilka bezzębnych naganiaczy, ale okazali się uczciwi i dużo tańsi niż Triada.
Tijut to bajeczny gaj palmowy, którym droga prowadzi do Kazby(zamku).
Zwiedzanie rozpoczęlismy jednak od obiadu zjedzonego u berberów. Serwowali tadzin z mgualli- bardzo smaczne danie z kurczaka w sosie z oliwek i kiszonych cytryn. Wszystko to jedlismy z jednego dużego glinianego naczynia. Niesamowity smak miały tez podawane do tego gorące podplomyki i mietowa herbata, która swietnie gasi pragnienie i lagodzi sensacje żołądkowe, na które skarży się 90 % europejczyków.
Po obiedzie udalismy się do przystanku, na którym czekały juz na nas osly. Włascicieli tych osobliwych taksówek na naszych oczach negocjowali, kto ma byc kierowcą. Padały różne argumenty, zwyciężył najsilniejszy.
Gaj palmowy to istny raj. Wyobrazcie sobie tysiąc hektarów z dudziestoma tysiącami palm. To jedyne miejsce w Maroku, gdzie ładnie pachnie. Wszędzie unosił się zapach kokosu.
Na wzgórzu widoczna była kamienna kazba, ale przewodnik dał sobie spokój ze wspinaczką w gorące poludnie, pokazał nam za to zbiornik z czystą i chlodną wodą, którą tubylcy traktują jak basen. Po krótkim zastanowieniu się nad jego decyzją, stwierdziłam, ze to lepszy wybór.
cdn.

Oko na Maroko 2009-08-04
Wrócona, opalona, piekielnie zmęczona i wpieprzona, bo do tej notki podchodzę juz trzeci raz, za kazdym razem kochana interia mi ją zjada. Próbuję ostatni raz.
Celem tegorocznej wyprawy bylo Maroko. Podróż moich marzeń, choc w tym wypadku marzenie moglo spokojnie pozostac marzeniem niespełnionym.
Bron Was panie boze przed Marokiem w lecie. Temperatura przekraczała 50 stopni. Wiem, ze trudno sobie to wyobrazic, więc nawet nie próbujcie. Podmuch wiatru obiecywany w katalogu zamiast chlodzic, doslownie parzył nam twarze. Już teraz rozumiem, czemu te piekne Marokanki zasłaniają swoje urocze oblicza- nie ma w tym zadnej folozofii poza wzgledami praktycznymi.
Zatrzymalismy się w Agadirze, w hotelu Argana, godnym zresztą polecenia, bo nie dostrzeglam w nim ani jednego karalucha, bylo czysto(jak na standardy marokańskie), no i jedzenie...mmmmm- dla samych tych smakolykow warto bylo tam pojechac.
Nie bylibysmy sobą, gdybysmy całe te 2 tygodnie spędzili na plazy( zresztą nie bylo to mozliwe ze względu na temperaturę), dlatego wykupilismy 3 wycieczki.
MARAKESZ( dwudniowy)
Miasto u podnóża Atlasu Wysokiego. W samym srodku rozciaga się Dzemaa el Fna- ogromny plac, ktory swoj urok odkrywa dopiero wieczorem. Trudno to własciwie opisac, a juz na pewno nie mozna sobie tego wyobrazic. Kazdy, kto tylko ma jakis talent, albo choc przeswiadczenie, ze go posiada, co wieczór spieszy na plac i bierze udział w wielkim spektaklu. Widzielismy zaklinaczy wężów, dentystów(tak, tak), czarownikow, wrózbitów, piesniarzy, tancerzy, żonglerów, kobity, które robiły tatuaze z henny itd, itd.
Najbolesniejsze bylo to, ze za zrobienie zdjęc trzeba bylo slono placic, dlatego zrobilam tylko kilka i to nie najlepszej jakosci.
Obok placu mozna zwiedzic bajecznie kolorowe suki, na których mozna dostac niemal wszystko. Ja wyszlam z typowo marokańską torebką- czyli hipisowską. Trzeba tu jednak uważac, zeby się nie zgubic, bo to istny labirynt.
Marokańczycy nie należą do ludzi, którzy przejmują się higieną. Chyba nawet nie wiedzą co to znaczy.
Pomimo to, dalismy się skusic na sok z pomarańczy, który wyciskają na twoich oczach i niestety, na twoich oczach myją tez szklanki w jednym malenkim kubełku. To jednak szczegół, który przestaje byc istotny, kiedy temperatura nocą własciwie nie spada.
Na drugi dzien rano zwiedzilismy jeden z ogrodów Marakeszu. Ten został zaprojektowany przez francuskiego malarza Majorellę. Po śmierci własciciela został zakupiony i odnowiony przez Ives1a Saint Laurenta, ktory tam mieszkał, a teraz spoczywa na wieki. Czulismy się tam jak w bajce. Sami zresztą zobaczcie.
Marakesz otaczają slynne mury wzniesione z pise(mieszanina gliny, slomy i resztek jedzenia). Ich kolor zmienia się w zależnosci od pory dnia. Rano jest różowy a wieczorem przechodzi w głęboki szkarłat.
O następnych wycieczkach, karaluchach i Marokańczykach opowiem w następnej notce, o ile ta się uratuje a mnie szlag nie trafi.

To ja spadam. 2009-07-13
Walizki spakowane, przewodniki przeczytane, jestem gotowa do podróży. Nie powiem, ze to moja podróż życia, bo tą była Floryda, ale na pewno uplasuje się ona na drugim zaszczytnym miejscu. Trochę się boję, bo lecimy Air Busem, ale co ma byc, to będzie, a będzie pięknie, bo tak powiedział mój mąż.
Za 2 tygodnie wracam i zdaję relację. A Wy macie byc wypoczęte i szczęsliwe, czego i sobie zyczę. Amen.

Spotkanie po latach 2009-07-12
Lato, mimo wciąż jednak niesprzyjającej aury, pokazało ludzką twarz. A to dlatego, ze wreszcie udało mi się odreagowac rok szkolny, wreszcie doszłam do siebie.
2 dni temu spotkałam się z niewidzianymi 22 lata koleżankami z liceum. Koleżanek było zaledwie 3, ale tu znów sprawdziło się powiedzenie- NIE ILOSC, A JAKOSC.
Kobiety nietknięte zębem czasu. Gładziutkie, szczuple i urodziwe. Po kilku godzinach rozmowy zorientowałam się, ze to jednak nie botox. To nieprawda, ze nieszczęscia rzezbią nam twarz. Moich koleżanek los nie oszczędzał. Przeszły przez istne pieklo, jednak ich mądrosc zyciowa, zrozumienie czym jest zycie, a czym na pewno nie jest, uchronilo je przed zwariowaniem i pogrązeniem się w rozpaczy. Nie odebrało im urody, przeciwnie- przypięczętowalo ją na resztę zycia.
Prawdziwe piękno pochodzi z pięknego wnętrza- truizm? Myslałam tak do piątku. Teraz jestem pewna- ludzie mądrzy i dobrzy są rozświetleni pięknem naturalnym.
Patrzę na swoje lustrzane odbicie i palę się ze wstydu- nie ma się czym chwalic.


dziwi mnie 2009-07-07
Zyję juz długo na świecie, ale wciąż nie mogę się nadziwć temu, co się tutaj wyprawia....
1. Jak donosi Wyborcza: "W intencji zablokowania koncertu Madonny zorganizowana będzie krucjata modlitewna. Odmawiana będzie "Koronka do milosierdzia" a przed warszawskim ratuszem odbywać się będą msze polowe. Akcją dowodzi radny sejmiku mazowieckiego Marian Brudzyński( były wysoki działacz LPR)"

2 .Zdanie malopolskiego radnego- Andrzeja Sasuły w sprawie budowy siedziby Ośrodka Dokumentacji Sztuki Tadeusza Kantora- Cricoteka: " Moim zdaniem sztuka Tadeusza Kantora jest przeciętna. Za 20 lat pies z kulawą nogą nie zajrzy do Cricoteki. Sam budynek można wybudować, bo będzie go mozna zmienic na coś innego. To mnie przekonuje do glosowania za inwestycją".....

3. Filmik krążący w internecie, pokazujący ducha Michaela Jackosona, który obecnie straszy w jego posiadlości.


4. Ustawa medialna, która ma dobic moje radio. Kazdy, nawet średnio inteligentny obywatel naszego kraju wie, że abonament nalezy placic, bo to kwestia kultury i odpowiedzialnosci. Nie trudno też wymyślec sposób sciągania tegoż abonamentu- wystarczy sciągac 2 zlote od podatku- tylko 2 zlote i wszystkie problemy z jakimi borykają się media publiczne przestaną istnieć. Jednak pan Guma Do Zucia ma inny pomysł. Jak na to wpadł i o co mu chodzi?- NIE MAM ZIELONEGO POJĘCIA. .

Jest jednak coś, co mnie raduje. W slupskim areszcie sledczym działa klub książki. Czlonków tegoz klubu jest obecnie 20 na 200 osadzonych. Rozmowy o ksiązkach "zaliczylo" ponad 100 pensjonariuszy.
Aresztant czytał, opowiadał, szedłem do innej celi, opowiadałem, co co mi opowiedziano(...) Czasochlonne to bylo i karkolomne, wręcz beznadziejne. Bo- wie pani- oni zaczęli entuzjazmować się książką, chcieli rozmawiać godzinami, przecież nie można wtedy przerywać, czlowiek musi się wypowiedziec na temat, prosiłem, zeby pisali recenzje...

Ja o tych panów jestem już spokojna, są uratowani. Szkoda, ze nasi panowie politycy skonczyli swoją przygodę z książką na 'Antku".

żal za Kaczorem 2009-07-05
I znów Go nie ma. Tak już od kilku miesięcy. Co to za Mini Max bez Niego? Nie chodzi przecież o muzykę, o którą teraz  dużo łatwiej niż o dobrą ksiązkę. Chodzi o to CO mówił i JAK mówił. Chodzi o to, ze BYŁ, po prostu BYŁ.
Nie chcę mówić o Nim w czasie przeszłym.
Kaczor! przestań się już wygłupiac! Co to za lato bez Twojego Emerson Lake and Palmer? Bardziej to przypomina jesień. Cały czas leje, a ja mam niekończący się spleen. Jeśli nie wrócisz, wypisuję się z tego swiata. Mam gdzieś takie zycie. Daję Ci 3 tygodnie, a potem Cię znajdę.
.
Czasowstrzymywacz 2009-06-29
Wakacje kojarzą mi się z CZASOWSTRZYMYWACZEM. To 2 miesiące, kiedy mogę zyc chwilą. Nie mam żadnych przykrych obowiązków (poza zrobieniem rutynowych badań i przeglądem mojego uzębienia), nie muszę się nigdzie spieszyc ani stresowac. Mogę tylko powtarzac za moim ulubionym bohaterem lierackim: Chwilo trwaj, jestes piekna....
Kiedys, dziewczęciem będąc, to rok szkolny wlół mi się niemilosiernie a wakacje z ich atrakcjami nierozerwalnie związanymi z wiekiem durnym, trwały zaledwie 5 minut. Jakoś tak po 30-ce, kiedy dopadlo mnie trzecie wypalenie zawodowe, dotarlo do mnie, ze jesli nie zwolnię i wakacje będą równie zwariowane jak rok szkolny, bez dwóch zdań dopadnie mnie fiksacja całkowita. Dlatego teraz dbam o to, zeby w okresie kanikuły nie robić kompletnie nic. NIC- czujecie smak tego slowa? NIC, NIC, NIC......
Budzę się, kiedy mam na to ochotę, jem wolno sniadanie, byle się nie zmęczyc. Rozkoszuję się aromatem porannej kawy, wypitej bez cukru i bez smietanki. Przyjmuję łaskawie garśc komplementow od męża, przeciągam się leniwie patrząc z pogardą na mój stacjonarny rower. Wyciągam się w fotelu i raczę się jakimś niemilosiernie starym filmem, co to nie znał jeszcze kolorów. Okolo 11.30 piję z mamą  yerba matę, zazwyczaj na lonie natury, bo to klikanie w klawisze komputera mojego małzonka jest jednak na dluższą metę stresujące. Herbatkę pijemy woooooolno, byle się nie zmęczyc. Pozniej obiad, popoludniowa drzemka, jakis spacer, kawa, książka i najbardziej" męcząca"część dnia- organizowanie spotkania integracyjnego dla całej naszej wesolej uliczki.
Pisanie tego tekstu bardzo mnie zmęczylo. Pozwolicie więc, ze odsapn ę na lonie natury z czerwonym wytrawnym w dloni.

Hoghart bez prądu 2009-06-21
Drogie Baby
nawnom się tu nie udzielała. Czasem jednak bywa tak, ze lepiej zamilknąc, niz wylewac zale. Miejmy nadzieję, ze wszystko, co mnie dobija juz za mną, przynajmniej na 2 miesiące.
Wczoraj przezylam magiczny wieczor. Do Krakowa zawitał mój Hoghart... Tylko on i fortepian. Organizatorzy w ostatniej chwili przesunęli początek koncertu na 19. Ja niczego nieświadoma, oglądałam sobie najspokojniej w swiecie występ baletowy córki mojego męża w teatrze. Gdy wreszcie zjawiliśmy się o 20.00 w Rotundzie, moj idol byl juz w polowie koncertu. Okazalo się jednak, ze tego co najlepsze nie stracilam. Po kilkunastu minutach coś pirdutnęło. Sprzęt naglasniający odmówił posluszenstwa. Co robi Hoghart? a pije sobie piwko razem z publicznoscią, rozdaje autografy. I mnie się dostalo. Nie miałam przy sobie aparatu, ale że Hoghart z bliska wygląda.... Jezu.... przepieknie...!!! Poprosiłam ktosia, zeby zrobił mi z nim zdjęcie. Ktosiem okazała się dziewczyna, która ni cholery nie potrafiła się poslugiwac swoim aparatem. Co pstryknęła, to nieudane. Moj idol wykazał się megacierpliwoscią- trzymając swoj policzek przy moim pewnie całę dlugie 2 minuty. Ja oczywiscie na tym korzystałam. Myslę, ze tak wyglądalo biblijne wniebowzięcie. Czy ja przezyłam kiedys piękniejsze minuty? No moze wtedy, jak Kaczor do mnie po raz pierwszy przemowil. Kiedy juz zdjęcie zostalo dokladnie spieprzone( nie wiadomo, czy dziewczynka będzie na tyle uprzejma, zeby mi je przysłac) Hoghart postanowił śpiewac bez mikrofonu. I zaczęła się impreza.... po kazdym utworze nasłuchiwał, a my darlismy sie w nieboglosy, co bysmy chcieli usłyszec. Stalismy na wyciągnięcie ręki, a On grał to, co chcielismy. Własciwie spiewalismy nasze ukochane kawalki wspolnie z Nim.
Było magicznie, nastrojowo i tak, jak tylko mogłam sobie wymarzyc.
Lato czas zacząć? A bardzo proszę, niech trwa.
ps. Ale jedno musze jeszcze dodac. Moj mąż dosc sceptyczny w stosunku do mojego idola oddał mu szacunek, kiedy uslyszał, ze jego glos bez prądowych wspomagaczy brzmi identycznie. Nie często się to ponoc zdarza. Sluchajcie więc wszyscy i gkloscie po calym świecie- HOGHART MA GŁOS JAK DZWON!!!
wiosna niezbyt radosna 2009-05-31
A wszystko przez to, ze zapeszyłam. Jakis miesiąc temu pochwaliłam się kolezance z pracy, ze ominęła mnie depresja końcoworoczna. I jak na zawolanie, następnego dnia ją miałam w całej krasie. Powoli z niej wychodzę, ale mozolnie mi idzie. Nie mogę patrzyc na mlodzież, na klasówki i na innych nauczycieli też. Liczę dni do wakacji. Jesli nie nadejdą prędko, zwariuję- to pewne na bank.
Oddałabym pół królestwa, albo i całe, zeby móc zmienic pracę. Jednoczesnie wiem, ze to po prostu niemozliwe. Co ja bym mogła innego robic w mojej miejscowości? piec chleb, sprzedawać w sklepie, naklejac znaczki na kopertę, prowadzic rachunkowosc, roznosic oszukane drinki pijanym małolatom w dyskotece i nie robic nic-czyli byc zakonnicą. Nie to, zebym miała cos przeciwko tym zajęciom, po prostu nie ma wolnych etatów. Chcąc nie chcąc, muszę codziennie obcowac ze znienawidzona mlodzieżą i jeszcze udawac, ze to moje powolanie.
Przede mną jednak kilka dni wolnych- taki ratunek dla skolatanych nerwów- będę robic NIC. Jutro nasze mamy( mieszkamy sobie zgodnie przy wspolnej ulicy) urządzają nam festyn na Dzien Dziecka. Srednia wieku jakies 30 lat(zresztą nie wiem, matematykę mialam zawsze w głębokim powazaniu). To w zamian za Dzien Matki, ktory to my- ich dzieci urządzilysmy im tydzien temu. Szkoda, ze tego nie widzieliście- była rodzinna orkiestra, kwiaty, laurki, wierszyki i duzo dobrego jedzenia. Mamy ze wzruszenia się poplakały i chlapnęly sobie, ze teraz one nas zapraszają. Oj...mają problem, bo nas duzo, a my nie mozemy się doczekac.

Tori całkiem nowa 2009-05-24
Każda pasja to wąż kusieciel, a muzyka jest pełna pasji. Nawet, jeżeli ktoś jest zdeklarowanym zwolennikiem piwa, widząc kolor czerwonego wina podobnego do krwi, taki zachwycający i pyszny, po prostu musi tego skosztować. Ja jestem markowym, starym winem. Dzięki temu, ze pozwoliłam sobie dojrzeć, jestem znacznie smaczniejsza, kiedy się mnie spróbuje w roku 2009.

Tyle o swojej najnowszej plycie Tori Amos. Mam ją wreszcie w swoim odtwarzaczu. Przepilowuję ją od wczoraj wielokrotnie. To zupełnie inny świat muzyczny. Porównanie do markowego wina bylo trafne, jednak nie jestem pewna, czy ta plyta jest faktycznie smaczniejsza od poprzednich. Ja się nie bardzo mogę wypowiadac, bo podobnie jak Marillion, kocham Tori okrutnie i jestem w jej temacie mało obiektywna, jednak wyjątkowosc tej plyty postawiłabym pod znakiem zapytania.
Tak czy siak słucha się tego cudnie i mimo wszystko POLECAM tym bardziej, ze polskie wydanie ma zupełnie promocyjną-polską cenę. Ponoc limitowana wersja ma jeszcze bonus w postaci plyty DVD z filmikami z trasy. Ja jednak zakupilam tę tańszą, więc filmikow nie obejrzę.
W pazdzierniku Ruda zawita do Polski, nie wiem, gdzie będzie koncert, ale pojadę, chocby do Ciechocinka.

Zywot kazdego z nas. 2009-05-16
Ponieważ pogoda pokrzyżowała mi plany rowerowe, zafundowałam sobie ucztę filmowo- muzyczną. Obejrzałam 2 stareńkie filmy- "Marzenia kobiety" na TVP Kulturze i "Zywot Mateusza" Witolda Leszczyńskiego z własnej folmoteki.
Ten ostatni oglądam pewnie 10 raz i pewnie nie ostatni. Jest w nim cos takiego, co nie pozwala o nim zapomniec.
To adaptacja świetnej powiesci norweskiego pisarza T. Vesaasa: "Ptaki". Ponieważ film jest przypowieścią, a jej struktura, jak wiadomo, podporządkowana jest ogólnym sensom, akcja dzieje się, nie wiadomo gdzie, czyli wszędzie; bohaterem jest, nie wiadomo kto, czyli kazdy.
Tytułowy bohater mieszka z siostrą w małym domku daleko od ludzi. Jest nadwrazliwy, dla mieszkanców wsi- pomylony. Zyje w symbiozie z naturą, wydaje się byc szczęsliwy. Jego spokój burzy mężczyzna, który pojawia się pewnego dnia w zyciu jego siostry. Dla Mateusza to ziszczenie tego, czego boi się od dawna- jedyna osoba, która darzy go uczuciem moze go opuscic.
Spełnia się to, o czym przyroda powiedziała Mateuszowi juz wczesniej. Najpierw zostaje zastrzelony ukochany ptak, który dla bohatera jest czymś (kimś) magicznym, pozniej zostaje powalone przez pioruny drzewo z jego imieniem i wreszcie brzoza wypuszcza sok- niczym krew. Mateusz nie chce zyc w świecie, gdzie nie będzie nikomu potrzebny.
To jeden z najsmutniejszych filmów, jakie znam. Pytanie tytułowego bohatera: "Dlaczego jest tak jak jest?" powraca do mnie ostatnio jak najgorsze natręctwo.
Zeby do konca się nie zdolowac, zapusciłam sobie świetną plytę KINGS OF LEON "Only By The Night". To taki Radiohead, tylko z lepszym wokalem. Ostatnia- czwarta plyta jest rewelacyjna, a chlopaki będą grali na Open`er Festival. Pewnie się nie wybiorę z czystego wygodnictwa, ale plytę polecam.

WKRĘCENI W ŻYCIE 2009-05-11
Moja koleżanka kilka dni temu opowiedziala mi ze łzami w oczach, ze jej mama po wysłuchaniu w szpitalu wyroku śmierci, postanowiła odejśc z godnoscią- bez wymiotów i łysej głowy po chemii, bez bolesnych badań i przedłużaniu wegetacji. Rodzina koleżanki nie może tego pojąć i robi wszystko, zeby starsza pani zaczęła walczyc.
Zastanawiam się, co ja bym zrobiła na miejscu koleżanki, co bym zrobiła na miejscu jej matki?
Ile w tym wszystkim jest milości do drugiego czlowieka? ile milości własnej?
Chcę cię mieć dla siebie, więc walcz. Chcę cię miec dla siebie, więc twoj bol fizyczny i psychiczny schodzi na drugi plan. Jakie to zresztą ma znaczenie w zestawieniu z największą wartością, jaką jest zycie?
Czy byłabym na tyle odważna i kochająca naprawdę, zeby uszanowac decyzję ukochanej osoby? Czy zrobiłabym wszystko, zeby zatrzymac ją jak najdłużej dla siebie kosztem przedłużania jej cierpienia?
NIE WIEM i mam nadzieję, nie będę musiala się tego w ogóle dowiadywac. Od kilku dni nie jestem w stanie myslec o niczym innym.
Co ludzi trzyma przy zyciu, które naraza nas na dokonywanie takich wyborów? Ktoś nas paskudnie wkręcił w tę "największą wartość" a ja jak dotąd nie mam pojęcia PO CO?

Chwin 2009-05-01
Profesor B. do mnie:
-"Wie pan, lewica była jednak lepsza. Dlaczego? Bo nie wierzyła w Boga. Jak ktos nie wierzy w Boga, to on jest w stanie przestać wierzyc w swoją ideologię. Religijni fanatycy są gorsi, bo nie są w stanie przestac wierzyc w swoją ideologię. Przekonani, ze wszystko, co robią, robią na osobiste polecenie Boga, gotowi są bez żadnych wyrzutów sumienia zadawać ludziom najokropniejsze cierpienia".
Nic na to nie odpowiedam, bo dobrze wiem, że lewica, o której profesor B. mówi tak pięknie, robiła dokładnie to samo.
I też nie miała żadnych wyrzutów sumienia.
Obie strony są siebie warte.


To fragment "Dziennika dla dorosłych" Stefana Chwina. Jak wczesniej wspomniałam, przeczytałam go jednych tchem i bardzo tego zaluję, bo chciałabym jeszcze i jeszcze. Zawsze przy ksiązkach Chwina żaluję, ze tak szybko się konczą.
"Haneman", "Esther", "Zloty pelikan", "Dolina radości" czy "Kartki z dziennika"( pierwsza częsc dziennika) to  ksiązki do których wciąż wracam.
Ostatnia pozycja to autobiograficzna opowiesc o zyciu autora wzbogacona portretami waznych dla Chwina pisarzy, poetów czy artystów, refleksje na temat zycia, przemijania, wiary i ważnych wydarzen ostatnich lat.

Mąż na koncercie Purpli we Wrocławiu a ja  zastanawiam się nad takim  oto fragmentem Dziennika

(Burza nad Gdańskiem. Pioruny latają po niebie. S. lezy w łózku i nie zapala światła. Błyskawice odbijają się wlustrze. Większośc mieszkańców miasta nie słyszy jednak grzmotów. Są tak zmęczeni, ze śpią. On nie śpi. wsluchuje się w echo, które przetacza się po czarnym niebie z zachodu na wschód. Noc robi się raz czarna, raz  zupełnie biała. Pokój drży po każdym uderzeniu pioruna. S. leży na wznak z rękami pod glową, ma oczy otwarte, patrzy w sufit, po którym przelatują światła błyskawic i rozmyśla o strachu, którego nauczono go w dzieciństwia)
Nie mogę spać. Boję się.
Ci ludzie w czarnych sukienkach w dzieciństwiw wypalili mi w duszy rozżarzonym żelazem strach, ze po śmierci będę torturowany w piekle.
Nigdy im tego nie wybaczę.


Słoneczny weekend. 2009-04-27
Wrócona ze slonecznego weekendu w Krakowie.
Lubię te dni spędzone w naszym krakowskim domu. Mamy wtedy siebie tylko dla siebie- bez komputera, obowiązków i gości.
Jako, ze pogoda jak z pocztówek, wybralismy się do ogrodu botanicznego. Zdązylismy jeszcze zobaczyc kolorowe tulipany, których to jestem wielbicielką. Uwiecznilismy na zdjęciach bajkowe orchidee, nenufary i najprawdziwsze pomarańcze.
Pozniej zwiedzilismy najpiekniejsze koscioly w tym miescie. Mąz szukał w nich tematu do zdjęc, ja- Boga. Zdaje się, ze mąż odnalazł to, co chciał. Ja wciąż szukam, choc od pewnego czasu mam nieodparte wrazenie, zem blisko.
Po sytym obiedzie, kiedy cisnienie niebezpiecznie spada, udalismy się do mojej ulubionej księgarni. Wyszłam z najnowszym Chwinem i Tomasem Halikiem. Lepiej być nie moglo. Kocham tych gosci od dawna i wcale mi nie przeszkadza, ze jeden z nich jest duchownym.
Cisnienie podskoczylo radosnie i obeszloby się nawet bez kawy, ale nie widziałam powodu, dla ktorego miałabym sobie jej odmowić. Wybralismy kawiarnię Ariel na Kazimierzu, w którj to onegdaj moj obecny mąż był mi się oswiadczyl.
 Siedzielismy sobie w sloncu sącząc leniwie kawę z malym koniaczkiem a ja dziękowałam w myslach Bogu, którego wciąz szukam, za tak mądrego i kulturalnego męża. Ilu ludziom na swiecie udaje się trafic na osobę, która jest jej autentycznym dopełnieniem?, która nigdy nie byla powodem stresu, nie wstrzynała kłótni, nie była malostkowa?, która wciąż potrafi zaskakiwać i zachwycać? od tylu lat potrafi rozmawiać na kazdy temat, inspirować i dbac o twoj rozwoj? A przy tym być taktowna i wciąż w tobie zakochana? - tyle o mnie, a teraz o moim mężu....żartuję, choc muszę powiedziec szczerze, ze Jemu również zazdroszczę takiej zony jak ja. Miał facet nosa. Mielismy szczęscie oboje,
I tak dopieszczona, wyspacerowana, najedzona, nasloneczniona i obkupiona wróciłam na wieś. "Dziennik dla dorosłych" Stefana Chwina pożarłam niemal w całości o czym, jesli pozwolicie następnym razem.

Wiosenna fiksacja. 2009-04-20
Witojcie baby.
Tak mi się jakoś zakręcilo w glowie od tej wiosny i gości, ze całkiem nie miałam czasu na blogowanie. Wykorzystuję każdą minutę, zeby siedziec w ogrodzie, jezdzic na rowerze, robic zdjęcia, rozmawiać z przyjaciółmi i czytać.
Nie mogę nadziwić się światu. Potrafi być piękny, jesli tylko chce. Mam tyle do napisania, ze zupełnie nie wiem od czego zacząć, ale ponieważ mam tylko 5 minut, bo zaraz będę miala gości, to na tym zakończę.
Fiksujcie wraz ze mną- czas ku temu.

Alleluja i do przodu 2009-04-07
Prawdopodobnie dzis ostatni dzień dostępu do komputera, bo jutro nastanie mój mąż i nie dopuści mnie aż do smierci, czy jakoś tak.
Dziś skonczyłam wielkie porządki. Wszędzie czysto i schludnie. Widać, ze mieszkają tu zacni ludzie, którzy dbają o ład nie tylko w domu, ale i w swojej duszy. Starsza pani wraz z córką  przycupnęły na zydelku i z uśmiechem na licu dziergają serwetki  spiewając  nabożne pieśni. Dobra to rodzina, bierzcie z niej przykład.
Zupełnie serio mówiąc- w domu czysto i owszem, ale mieszkańcy tego schludnego domu słuchają własnie  AC/DC-"Dzwony piekielne" i mają piekielnie dużo energii- za dużo, zeby siedziec w spokoju na zydelku. Własnie przytachaly do domu duży bukiecik fiołków i zabrały się za robienie tiramisu, bo jutro spodziewają się wizyty K., która własnie przyjechała do Polski na tydzień. Wreszcie będą mogły sobie pogadać, jak to tylko one umieją. Więcej w tym będzie smiechu niż prawdziwego dialogu, ale to i dobrze. Właścicielce schludnego domu bardzo to jest ostatnio potrzebne.
Kochane Baby, zyczę Wam dobrych swiąt. Jeśli lubicie spokój, to życzę świętego spokoju. Jesli lubicie gości, to zyczę ich jak najwięcej. Chcecie słońca? bardzo proszę- i tego Wam zyczę. Kazdemu według potrzeb. Mam nadzieję, ze spotkamy się po swiętach wypoczęte, najedzone i wniebowzięte.
Alleluja!

ps. Kiziu, znów zdjęcie wlazło na koniec i nie mogę dolączyc komentarza. Sciskam Cię świątecznie.

W największym skrócie 2009-04-05
Tak mi się ostatnio namnożylo pracy, ze nawet nie zauwazyłam, ze wiosna zadomowiła się wokół mnie na dobre. Poki co, miast przybywać mi energii, raczej jej ubywa, żle to znosze.
Wiosna wiosną, ale nie zapominajcie o sprawach najwyższej wagi:
1. Sosnowski wrócił do Trójki- Jezu jak się cieszę!
2. Kaczor wciąż nieobecny, ale przynajmniej wiem dlaczego i nie jest to związane z panią Jethon. Powinien wrócic niebawem.
3. Wyszła nowa płyta Grzegorza Turnaua: "Do zobaczenia". Składa się z klasycznej CD na której rózne róznosci-wcale nie nowe, ale za to nie wydane wczesniej. Druga plyta to DVD- na której same pysznosci - teledyski, fr koncertow.- TRZEBA TO MIEC, JESLI SIĘ GRZESIA AJLOWIUJE.
4. Wyszedł tez nowy Morrissey(ex The Smiths). Dla mnie to rewelacja, bo jestem wychowana na Smithsas.
5. Jest nowy i jakże pięęęękny Opeth- to dla tych, co lubia bardziej ossssstro.
5.jest nowy Gillan-taki sobie, ale jednak Gillan.

LITERACKO:
1. Został wznowiony "Xiądz Faust" Tadeusza Micińskiego- świetne wydanie Universitasu( duuuużo przypisów, a ja to lubię)
2. Wyszła ponoć świetna książka Marc Shore-" Kawior i popiół"- piszę-ponoć- bo jeszcze jej nie obwoąchałam. Specjalnie się po nią wybrałam do Krakowa, ale nie było jej w zadnej księgarni-już jej nie bylo.

Więcej grzechów nie pamietam. Oczywiscie jest tego dużo więcej, ale nie mam czasu- wiosna przyszła, idę ją kontenplować-jak się to u nas w małopolskiem mawia- na pole.

KUP TYGODNIK 2009-03-29
Masz już dość wszechoogarniającej głupoty?
Denerwuje Cię powierzchowność, skrót, skrót ze skrótu?
Nie opowiadasz się po żadnej ze stron-anie lewej, ani prawej- jesteś ponad to?
Tęsknisz za dawną klasą, wysokim poziomem, elegancją, mądrością?
Raczej pytasz niż odpowiadasz?
Nie osądzasz, szukasz porozumienia?

TO DLACZEGO, DO JASNEJ CHOLERY, NIE CZYTASZ "TYGODNIKA POWSZECHNEGO"?

Moja ukochana gazeta ma problemy finansowe. Nie pozwól, by ostatnie mądre pismo przestało istnieć. Kup choc jeden numer. Obiecuję, jeśli odpowiedziałaś na powyższe pytania twietrdząco, to będzie i Twój ukochany Tygodnik .


Piękna i radosna 2009-03-20
No i co? Doczekalismy się naszej wiosny! I co nam przeszkadzał ten krystalicznie czysty puszek, te igiełki diamentowego lodu przyklejone do szyby, te grube swetry, które tak skutecznie maskowały nasze fałdy tłuszczu, ten grzaniec wypity wieczorem na zimowe smutki, co to je rozświetlał jak lipcowe słońce. Co nam to wszystko przeszkadzało, no co?
Teraz się zacznie: ostra dieta połaczona z nieprzyjemną gimnastyką, no bo przecież trzeba się wcisnąć w te dzinsy, co to się w nich wygląda trochę lepiej od niedzwiedzia, zaraz się zazieleni i trzeba będzie kosic  trawnik- RAZ W TYGODNIU, pomiesza się znów w glowie od tych bzów, tulipanów i konwalii. Wszędzie bedzie pełzalo robactwo i inne ptactwo. Znów mi przybędzie energii i nie będzie mi się chciało leniuchować. Promienie UV znów będą masakrować moją skórę- NORMALNIE ŻYC SIĘ ODECHCIEWA.
Wiosnę uważam za przybyłą, choc może nie wygląda jak wiosna. Czas wszystko zmienic. Jesteście na to gotowe?
BO JA TAAAAAAK!

No dobrze, ale po co? 2009-03-16
Czy Hitler był obłąkany? Czy raczej społeczeństwo było wówczas obłąkane a on tylko to przytomnie wykorzystał? Czy Jack London byl obląkany? A co z Edgarem Allanem Poe? I z van Goghiem?(...) Czy społeczeństwo, które próbuje przedłużac w nieskończoność życie osób nieuleczalnie chorych, ma bzika?(...) Jak mozna w ogole na tym świecie zachować zdrowy rozsądek? A może sam swiat jest obłąkany? Jak pojęcie obłędu ma się do takich pojęć jak irracjonalnośc, dziwactwo, szaleństwo, czy pomieszanie zmysłów? Czy miozna być jednoczesnie zdrowym na umyśle i obłąkanym? Czy mozna nie być?

Czy zadawaliscie sobie kiedykolwiek podobne pytania? Jak często w ogóle pytacie? A moze jesteście z tych co wiedzą NA PEWNO. Jesli lubicie PYTAĆ a brak odpowiedzi nie powoduje  w Was uczucia niepokoju i zniechęcenia lecz rozpala iskrę, to ksiązka Christophera Phillipsa " Sokrates Cafe" jest własnie dla Was.

Autor-były nauczyciel i dziennikarz, milosnik Sokratesa- porzuca swoje dotychczasowe zycie, by w calosci oddac się propagowaniu filozofii dla kazdego. Odwiedza kawiarnie, domy starców, biblioteki, więzienia, szkoly i....pyta. Pytania zadają tez uczestnicy spotkań. Te najciekawsze Phillips wybiera i toczy się na ich temat dyskusja.
Owe wspólnoty filozoficzne autor nazwał "Sokrates Cafe".
-Czy nie wydaje wam się, że gdybyśmy przez cały wieczór nie robili nic innego, tylko zadawali pytania, to moglibyśmy dowiedzieć się więcej o tym, kim jestesmy, niż gdybyśmy próbowali  na którekowiek z tych pytań odpowiedziec?

Przypomniał mi się świetny francuski dokument 'Być, czy mieć?", którego bohaterem był nauczyciel wiejskiej szkoly. Jego metodą była właśnie nauka przez zadawanie pytań.

Nie ma nic bardziej inspirującego i poruszającego szare komorki jak dobre pytanie. A moimi ulubionymi są: ALE PO CO? i CO Z TEGO? Spróbujcie  sobie zadawac jak najczęściej te pytania a zobaczycie, jak Wasze zycie nagle przestanie boleć.

Nie zadajcie ich sobie jednak pod zadnym pozorem przed kupnem tej ksiązki. Jest tania jak barszcz, bo nabyłam to to w Taniej Książce własnie. Ale po co? A kto to wie?


POCHWAŁA MARTENSÓW 2009-03-15
Nie należę do kobiet, które  męczą się dla urody. Nie noszę więc zimą głębokich dekoltów ani spódniczek, nie chodzę też z zasady w szpilkach. I niech mi ktoś nie mówi, ze to mało kobiece, bo według mnie kobiecosć to jednak coś innego. Ubieram się głównie dla siebie a ja i szpilki to czyste nieporozumienie. Od lat jestem wierna martensom. Mam ich cały tuzin. Martensy klasyczne, martensy kozaczki, martensy sandałki etc. Noszę je cały rok i właściwie na każdą okazję. W sobotę jednak chciałam zrobic przyjemnosc mężowi, bo miał swoje swięto, na kóre przyszlo trochę zaproszonych osób. Pomyślałam sobie, ze pewnie byloby mu milo( wszak to samiec), gdybym włożyla buty na obcasie. No i zaczęło się....
Już po kilkudziesięciu minutach czułam, ze krew nie doplywa mi do stóp, po kilku godzinach moje cierpienie bylo dosc mocno zauważalne na twarzy. Jeden z gości zaproponował, ze podrzuci nas do domu, bo chyba małżonka zle się czuje. I owszem, prawie plakałam z bólu. Gdy wreszcie znalazłam się w domu oświadczyłam, ze juz nigdy pod żadnym pozorem nie włożę tego cholerstwa. Uroczyscie zresztą wpakowałam parę kosztownych bucików do kubla na śmieci.
Powiedzcie mi kobiety, jak Wy wytrzymujecie  w tych imadełkach? Podziwiam Was szczerza. Dla mnie matka Polka i kobita na szpilkach to bohaterki. Chyba zacznę inaczej patrzeć na Dodę. Należy się jej szacunek za tak wielkie poświęcenie. Doda, jesteś wielka, szczególnie w szpilkach.

Toi et moi 2009-03-09
Znacie to uczucie, gdy jakas plyta tak Wami wstrząsnie, że nie wiecie, co się z Wami dzieje. Przestajecie odczuwać ból, głód, nawet to, ze przekroczyliscie czterdziestkę i nie wypada Wam miec takich stanów?
A więc ten własnie osobliwy stan dopadł mnie w sobotnie popołudnie za sprawą dwuplytowego wydawnictwa Charlesa Aznavoura pt." Duos".
Jest to kolekcja najlepszych jego piosenek nagranych w formie duetów z C. Dion, J. Iglesiasem, P. Domingo, E. Piaf, E. Johnem, Stingiem, D. Martinem, C.Kingiem, P.Anką i innymi.
Nie mogę się oderwać od tych magicznych piosenek. Szczególnie słynne "Toi et moi"-tu w dwóch wersjach- francuskiej i angielskiej- obie nagrane z Celiną Dion zupełnie pomieszały mi w glowie.
Ależ się wtedy komponowało! Ależ On ma glos! Ała, ała, ała!
Dodam tylko, ze w 1998 w internetowym glosowaniu przeprowadzonym przez stację CNN i amerykańską edycję magazynu "Time" Aznavour został wybrany Artystą Estradowym Wieku pokonując boskiego Elvisa.
Jesli chcecie chocby na chwilę sfiksować unosząc się kilka centymetrów nad ziemią, zostawiając na niej polityków, kryzys i powracającą zimę, zainwestujcie w tę plytę-odlot murowany.

Ach, jakie to piękne 2009-03-08
Gdy tydzień temu w TVP Kulturze usłyszałam(obejrzałam) rekomendacje tej ksiązki, nie marzyłam juz o niczym innym, jak tylko o tym, zeby ją posiąśc. I oto mam na biurku "Pierścienie Saturna"- WG Sebalda- książka niezwykla, inna niż wszystkie, nie najłatwiejsza, wymagająca absolutnego skupienia i czasu.
Autor zabiera nas w podróż po hrabstwie Suffolk na angielskim wschodnim wybrzeżu. Ale jest to też wędrówka w czasie. Czas zresztą jest tu najważniejszy- to on sprawia,że niezwykle zdobycze cywilizacyjne, które są powodem do dumy, popadają z czasem w ruinę i kompletne zapomnienie. Sebald na każdym kroku natrafia na slady zniszczeń i dawnych nieszczęść ludzkich. Mało to wesołe, ale sprawia, ze łapiemy dystans i jakis zdrowy ogląd rzeczywistosci.
Na stronach książki spotykamy Gregora Samsa, Gustawa Flauberta, Chateaubrianda czy naszego Josepha Conrada(ależ pięknie przedstawił dzieje rodziny Korzeniowskich!)
Mnie szczegolnie spodobał się język tych esejów, co w duzej mierze jest zaslugą tlumaczki Małgorzaty Lukasiewicz- wielki szacunek.
Czas jest bezlitosny dla ludzi i ich wytworów, ale w tym wypadku, jestem pewnna, slowo ujdzie cało.

2009-03-08
.
Boski Leo 2009-03-01
Jak donosi TVN 24, odnaleziono autoportret mlodego Leonarda da Vinci! Szkic do portretu z 1512r. znaleziono w jednym z notatników mistrza. Był ukryty pod tekstem "Traktat o locie ptakow".
Widziałam na własne oczy- Leonardo faktycznie nie tylko był geniuszem, ale i pięknym, przystojnym mężczyzną. Pada więc teza, ze mądrosć nie idzie w parze z urodą. Starowieyski dawno zresztą walczył z tym poglądem, sam był tego  najlepszym dowodem.
Z Leonardo jestem na świezo- jesli mozna tak powiedziec, bo dostałam w prezencie od ucznia ksiązkę Michaela Gelba" Leonardo da Vinci odkodowany". Jest to kontynuacja wczesniejszej jego pozycji 'Myślec jak Leonardo', w której wyodrębnil 7 elementow geniuszu, który moze posiąśc każdy z nas. Jest to między innymi; ciekawośc swiata, doświadczalne sprawdzanie wiedzy czy akceptacja wieloznaczności. W ksiązce "LdV odkodowany" Gelb pokazuje, jak te zasady wykorzystać w procesie duchowego rozwoju. Slowem, jak prowadzić zycie geniusza. Książka optymistyczna, bo okazuje się , ze kazdy tym geniuszem zostac moze. Oczywiscie ja mam na to większe szanse, bo juz tę ksiązkę przeczytałam.
Powaznie mówiąc sam nigdy bym czegoś takiego nie kupila, ale darowanemu koniowi nie patrzy się w zęby. Przeczytałam w jeden wieczór, kilku fajnych rzeczy się dowiedziałam, no i jestem troszkę bardziej zrównoważona. A wszystko to dzięki ćwiczeniu leczniczemu opartemu na Czlowieku witruwiańskim Leonarda, które to cwiczenie świetnie integruje umysł, cialo i ducha.
Jeśli chcecie osiągnąć ideał harmonii i równowagi, to sobie tę książkę kupcie. Ale może niekoniecznie.

Co się stanie z moją Trójką? 2009-02-27
Nad moją Trójką zawisły czarne chmury. Odwołali Skowrońskiego. Na jego miejsce weszła Magda Jethon- ta od "Pni Magdo...."
Skowronski był czlowiekiem PIS-u, dalo się to wyczuc podczas jego rozmow z zapraszanymi goscmi, nie cierpiałam tego, ale jednoczesnie starał się i to z dobrym skutkiem odbudowac moje radio.
Jestem mu wdzięczna za zlikwidowanie playlisty( wieśniactwo rodem z komercyjnych stacji), za to ze przywrócił audycje Kaczora na ludzkie godziny, ze dał mu dodatkowe audycje, ze przywrócił "Powtórkę z rozrywki, słuchowiska w niedzielnej "Scenie teatralnej Trójki", programy Wojciecha Manna.
Na jego miejsce wtarabanila sie kolorowa pani, która sympatyzowała z poprzednim szefem Trojki, z którym to szefem walczylismy MY- obrońcy starego dobrego Programu Trzeciego .
Nie mam dobrych przeczuć. Nie ma ich takze kilka , czy juz kilkanascie tysięcy osób, które podpisały się pod listem otwartym w sprawie obrony Skowronskiego.
Dlaczego plebs nie zostawi mojego radia w spokoju? dlaczego wciąż przy nim majstruje? to powinno być zabronione. ŁAPY PRECZ OD MOJEJ TRÓJKI!

Bez tematu 2009-02-26
Myslałam, ze mnie dzis szlag jasny trafi. Wybrałam się z moją mamą na zakupy do pobliskiego miasta. Poniewaz nie mam samochodu, pojechałyśmu busem. Przede mną siedzi moja uczennica z mamą, obok mnie mlody chlopak w spodniach z krokiem w kolanach. Na któryms przystanku wsiada starsza pani. Ani uczennica ani chloptaś nie podrywają sie ze swoich miejsc. Mamusia, która posadziła na 3 miejscach swoje ok.10- letnie pociechy, też nie reaguje. Wstaję więc, ustępuję starszej pani miejsca, moja uczennica dalej siedzi, chloptas także. Nie byłabym belfrem, gdybym nie skomentowała calej sytuacji wystarczająco głosno - zero reakcji.
No i jak my mamy wymagac od dzieci, skoro rodzice nie potrafią ich wychować? Mam zupełnego bzika na punkcie kindersztuby. Czlowiek liczy się dla mnie tylko wtedy, kiedy ma nienaganne maniery. Może to i malo rozsądne, mało chrzescijańskie, ale tak mam i nic z tym nie zrobię. Czasem myślę(szczerze mówiąc, zawsze tak myślę), że dzieci rodzą nie te osoby, które powinny. Jeśli durna babo nie wiesz, ze dzieciom należy wpajać zasady dobrego zachowania, to łykaj do menopauzy tabletki antykoncepcyjne-lepiej będzie dla ciebie i dla swiata.
INTELIGENTNY SNOB NIE ŻYJE. 2009-02-23
Zmarł jeden z moich mistrzów- Franciszek Starowieyski. Był dżentelmenem w każdym calu, czlowiekiem o nienagannych manierach, z kindersztubą, reliktem dawnej epoki. Nie przeszkadzalo mu to byc szalonym artstą, który umiał pieknie i twórczo przekraczac zasady dobrego wychowania, nie niszcząc ich przy tym.
Do moich ulubionych książek nalezy "Przewodnik inteligentnego snoba według F. Starowieyskiego", w której opowiada Izabeli Górnickiej- Zdziech o bezpowrotnie minionym swiecie ziemiaństwa, obowiązującym w nim stylu i obyczajach. Radzi w jaki sposób rozmawiać z ludzmi mniej inteligentnymi niz my. Dlaczego kolekcjonowac obrazy, a nie wyciągi z banku...
Oto fragment rozdziału: "Dlaczego należy przeklinać w towarzystwie pięknych kobiet"

Trzeba dbać o ład języka, a nasi rodacy zachwaścili polski przekleństwami pozbawionymi klasy. Francuzi mają przynajmniej jednosylabową KURWĘ- PUTE, a nie mówi się PUTAIN.(...)Nauczyłem kiedys Francuzów przeklinac po polsku. Pewnego razu rodzimi notable znależli się w eleganckim francuskim domu wyższych sfer. Nagle na pięknie zastawiony stół wbiegł kotek. Pani domu skarciła go po polsku: "Spierdalaj kotek". Jeden z polskich gości odezwał się na to po francusku:"Nie wiedziałem, ze zna paniFranka Starowieyskiego.

Był znany ze swych kontroweryjnych wypowiedzi, jak chocby te:
Cyc nie kutas nie musi stac, może zwisac.
Zmarszczki u kobiety są świadectwem przezytych orgazmów.
"Etiamsi omnes ego non- Jeśli nawet wszyscy, to ja nie". Bo nie zawsze większość ma rację, przewąznie jeden ma rację. Istnieje poprawność polityczna, a po drugie- jest jakis kretyński demokratyzm


Jaka szkoda, ze ludzie takiego formatu odchodzą tak szybko.

Piosenki, które pomagają przetrwać. 2009-02-22
Trudno mi sobie wyobrazic, kim byłabym bez muzyki, która zawsze była obecna w moim domu. Kim byłabym bez radia. To moje najwieksze, obok męża i literatury, miłości. To moje całe zycie. CO DO JEDNEJ NUTY.
Kilka dni temu przeczytałam piękną ksiązeczkę jednego z moich ukochanych radiowców- Dariusza Bugalskiego pt" 83 piosenki, które pomogą ci dociągnąc do czterdziestki"
.. Autor zabiera nas w podróż w czasie. Wspominamy z nim jego dziecinstwo, mlodosc, jestesmy swiadkami pierwszych milosci, przyjazni a wszystko to przy dzwiękach jego ukochanych wykonawców. Któż inspirował Bugalskiego? Mamy tu :Lou Reeda, Bob Dylana, Bruce`a Springsteena, Franka Zappę, Vana Morissona i wielu innych.
Autobiografia autora pisana muzyką, którą lubi...A raczej przez pryzmat jej słuchania. Zabawa slowem, językiem, skojarzeniami. Darek napisał tu tyle, ile inni mieszczą w 12 tomach. Siła przekazu. Przerażająca...Już nigdy nie będę tak bezkarnie zapowiadał w radiu moich ulubionych piosenek. Ja myślałem, ze to tylko zapowiadanie, a to całe życie.
                                           Marek Niedzwiecki.

Oto maleńki fragment:

Leżę w ciemnościach szarzejących o poranku i przewijam wte i wewtę taśmę z wciśniętym klawiszem "Play". Muzyka zbyt ciasno nawinięta na wałek kasety udaje kota, który ściąga gołębia, który pożera ćmę. Przykładasz ucho do kolumny i czujesz, jak trzepocze. Wpadła do klosza. Próbujesz wepchnąc tam rękę i głupią wyciągnąc, ale tylko parzysz palce, a ona tak potrafi do rana. Myślisz, ze to sen, mara, ale właściwie, w czym on nie-wiara?. Noc w noc, dzień w dzien ćma mantruje swoją muzykę dla głuchych. Urodzeni w niewoli, okuci w powiciu, jedną taką ćmę mieliśmy w życiu. W te albo i wewte. Mamo, mamo, wciąż, w kółko to samo.
Przewijam taśmę i jestem trochę dalej-tak mi się przynajmniej wydaje; odkąd mam "Reserve", już nie wiem, czy to przód, czy tył, na jakiej jestem stronie i po jakiej?
 Nie mogę zasnąc i myślę. Oczywiście, o tym, czy życie ma jakiś sens. Kogo zapytać: Mistrzu, jak zyc? Tołstoj, Dostojewski? Po Luku i Kurskim straciłem do ruskich zaufanie. Może Baudelaire?....

Ksiązka niekoniecznie wyłącznie dla muzycznych szaleńców, ale ci, pewnie łatwiej wejdą w ten magiczny swiat dzwięków- słów.

ZIMA W ZIMIE 2009-02-20
Zima, zima mocno trzyma. Nie mam nic, przeciwko TAKIEJ zimie, bo jest piekna. Od kilku dni spacerujemy z mężem po lasach i chaszczach, zeby się nią nacieszyć. Nie wiem, jak się zmniejsza zdjęcia, zeby nie tracily za wiele na jakosci. Na razie nie umiem, więc załączam takie maleństwa, zebyscie pioczuły chocby namiastkę tego klimatu.To jest proszę Państwa las a wlesie mój małzonek.Takie stwory mozna bylo zauważyć w gęstwinie.Najwspanialsza była wszechogarniająca ciiiiiiiiisza.A blisko naszego domu zauważylismy dość osobliwe sople.
Kto wie, czy to juz nie ostatnia taka zima. Klimat się ociepla. Nigdy nic nie wiadomo.
Pozdrawiam wcale nie ozięble.

Cuda, cuda 2009-02-16
Oj rozpieściłam się ja dzis, ze ho ho, albo i nawet cho, cho, cho. Pojechałam zlozyc wizytę mojemu męzowi, coby mógl jakos dotrwac do jutra, kiedy to normalnie do domu wraca.
Odbylismy więc piekny spacer po krakowskim Rynku a podczas spaceru piękną rozmowę. Pozniej, gdy musiał wracać do pracy, która wcale nie wygląda jak praca, postanowiłam zadbac o siebie najlepiej jak się da. Więc była sałatka w Chimerze z soczkiem marchewkowym. Teraz boli mnie żołądek i mam jakies uporczywie nawracające wspomnienie po małżach, które plątały się w tej sałatce. A mowil mi Grześ, coby nie jesc owoców morza na początku tygodnia, bo mozna się struc? Mowił, mówił, ale ja oczywiscie mądrzejsza od Grzesia jestem. Po sałatce wypiłam pyszne espresso + deserek, który mi nie był do niczego  potrzebny, no chyba, po to, zeby się rozpieścic. Po deserku zwidziełam 2 Tanie Ksiązki i zakupiłam kilka sztuk, o czym innym razem. Następnie udałam się do pewnego sklepu na R. i zakupiłam na wyprzedazy tę bluzkę, co jeszcze 2 miesiące temu odstraszyła mnie ceną.Bluzka- cudo, humor jeszcze lepszy. Na końcu wypilam winko z kolezanką, co ją spotkałam całkiem przypadkiem. Ona to własnie oznajmila mi, ze widziała świetny krem ostatniej szansy, podobno działa cuda. Ja lubię cuda, więc zakupilam i czekam na cud. A propos cudów, powiedziała, ze na jesienno-zimową depresję najlepsza jest lampa antydepresyjna, którą to lampą należy się doswietlac codziennie rano od polowy pazdiernika, podobno nie zauwazysz zimy. Toż to cud! Od dzis na nią oszczędzam, bo kosztuje całe 500 zl.
Czasem warto zadbac o siebie. Czuję się o wiele lepiej. Polecam.

Podwojne święto 2009-02-14
Wraz z pierwszym dniem ferii przyszła prawdziwa zima. Dzis rano mialam problemy z wyjsciem z domu, ale jakos się wygrzebałam z wielkiej zaspy, coby z moimi przyjaciółmi zjeść walentynkowy obiad. Tak, obchodzę to swięto z wielką radością. Dla mnie kazda okazja do swietowania jest dobra, nawet dzien kosmonauty. Swiętuję juz od 12 lutego i to na całego A dzis uroczystosc podwójna, bo w Walentynki Kaczor obchodzi swoje 62 urodziny. Wszystkiego dobrego Kaczorze, obyś mówił do mnie jeszcze dlugie lata.
Jako, zem wzorowy belfer i nie mam zaleglosci(wyjątkowo) w poprawianiu klasówek,  będę się byczyc całe 2 tygodnie. Mam koło łóżka  stosik nowych książek i plyt, które zamierzam zlustrowac podczas tej zimowej kanikuły.
Zyczę Wam Baby wszystkiego dobrego w sprawach wielkiej wagi- czyli miłosnych.


SPADŁAM Z NIEBA 2009-02-10
Wczoraj byłam w niebie. Ponad 2 godziny unosiłam się kilka centymetrów nad ziemią, a potem długo jeszcze nie mogłam wylądować.
Mowa o krakowskim koncercie Marillion- boskim koncercie, no ale ja nie mogę być obiektywna. Nie od dziś wiadomo, ze kocham Marillion miłością pierwszą a więc najważniejszą. Oprócz mnie cała sala krakowskiej hali Wisły musiała żywić podobne uczucie, inaczej nie wydałaby ok 150 zł za bilet(skandal, nawiasem mówiąc).
Ponieważ byłam na tym koncercie bez męża, mogłam, jak za dawnych dobrych lat, stać pod samą sceną, skakać i drzec się w nieboglosy, choć moje EASTEEEEER jakoś do nich nie dotarło.
Hogarth jak zwykle był niezwykly. Najpierw pojawił się w dlugim, bogato zloconym, białym płaszczu, bez butów(pazurki pomalowane czarnym lakierem). Pózniej zrzucił tę sutannę obnażając białe gatki- trochę smieszne, pozyczone chyba od Gillana. Następnie wskoczył w obowiązkową czarną marynarkę, sztuczkowe spodnie i eleganckie buty. W ręku dzierzył laskę. Przebierał się jeszcze dwukrotnie w zależnosci od roli, którą odgrywał. W przeciwieństwie do sobotniego koncertu SBB, ten miał swoją dramaturgię i był przemyślany co do sekundy. Dlaczego zagraniczne zespoły to potrafią a nasze nie? To juz na zawsze pozostanie dla mnie tajemnicą.
W każdym razie Hogarth, jak zawsze sprawił, ze czułam się jak w najlepszych momentach swojego życia, do których zaliczam: pierwszą milosc, poznanie Kaczora, widok pierwszych fiołkow w trawie, kwitnących wiśni i tem moment, kiedy mój mąż w obecności urzędnika Stanu Cywilnego powiedział: TAK.
Jedyne rozczarowanie to brak "Easter" i "Afraid of Sunlight"(patrz-linkownia) na bis a także brak owłosienia na klacie mojego idola, co, zwazywszy na jego megamęskość, trochę dziwi i trochę boli.
Nie bądzmy jednak drobiazgowi, wszystko mu wybaczam, bom fanka co się zowie.

FOTO- KRIZ




JAK PROUST MOŻE ZMIENIC TWOJE ZYCIE 2009-02-08
"W poszukiwaniu straconego czasu" Marcela Prousta jest książką-a raczej książkami(7 tomów)-  mojego życia. One łagodzą moje rozedrganie wewnętrzne, uczą uważności, cierpliwości, szacunku dla kazdej mijającej chwili. W dobie bylejakosci, powierzchownosci i pospiechu Proust jest autentyczną odtrutką i kimś, kto pilnuje, zebym nie zwariowała, choc sam nie należał do szczęśliwców( większośc częśc zycia spędził w łózku, zdając listowną relację swojej matce z niemal kazdej minuty swojego dnia, nie wyłączając częstotliwosci wypróznień).
Większosc ludzi dziwi się, dlaczego ten facet potrzebuje aż 30 stron na opisanie tego, jak przewraca się z boku na bok w łózku, zanim zasnie. Mnie to własnie się podoba, a nawet, nie bójmy sie tego slowa, sprawia, ze Prousta kocham od kilkunastu lat miłością dozgonną.
Przed chwilą skonczyłam czytac ksiązkę Alaina de Botton" Jak Proust moze zmienic Twoje życie". Polecam wszystkim milosnikom "W poszukiwaniu...". Dawno nie czytałam tak blyskotliwego, pełnego poczucia humoru portretu mistrza.
Z ksiązeczki tej dowiemy się min. : Jak ozywić związki międzyludzkie; Jak wybrać włściwego lekarza; Jak spędzic wolny czas; Jak wykorzystać ból dla własnego dobra", etc.

Zapewniam Was- czas spędzony z Proustem, nie moze byc czasem straconym.

REKLAMA 2009-02-04
Jeśli lubisz literaturę, film, dobry kabaret i Trójkę, to koniecznie musisz wpadać do In Anny( na samym koncu w moich linkach). Satysfakcja gwarantowana.
SŁUCHAM... 2009-02-02
Od kilku dni cieszą mnie dwie nowiutkie plyty: polskie SBB i zagraniczny Tom Jones.
SBB powraca piękną melodyjną plytą. Prózno tu szukac jakichs rozbudowanych kompozycji, do których przyzwyczaiła nas grupa. To nie jest album koncepcyjny. "IRON CURTAIN" to zbiór piosenek, ale kakiż czarownych. Polecam równiez ze względu na teksty("Dopoki zyje matka jestes dzieckiem").
Muszę jeszcze dodac, ze skład trójkowy, jak zwykle, ale na perkusji-uwaga-Gabor Nemeth-ex węgierskie Scorpio.
I wreszcie nasz demon sexu- mister Tom Jones. Jesli czyta to ktos, komu nazwisko nic nie mówi, to przypominam: "What`s New Pussycat", "Delilah", "Help Yourself"- nie wierzę, ze nie kojarzycie. Samo mięso w glosie- nie ma lepszych! 68 lat i wciąż wulkan energii. Wraca w najlepszym stylu płytą "24 Hours". Po wysłuchaniu chocby jednej piosenki, krew szybciej krązy i nie trzeba się nawet wspomagac kawą. Jak powiedział w wywiadzie Kaczorowi, energię czerpie z muzyki, która jest z nim zawsze.
A więc niech muzyka będzie z Wami!

TUTAJ 2009-02-01
Wreszcie go mam! Ostatni, nowiutki, długo wyczekiwany tomik wierszy Szymborskiej. Zdania na jego temat są podzielone od zachwytu, po gderanie, ze "to już bylo", " że to tylko powtarzanie starych konceptów". I wszystko to prawda. Szymborska nie nalezy do poetów, którzy szukają swojej drogi, ona ją juz znalazła dawno temu. Nie musi tez nikomu i nic udowadniać. Jest sobą od pierwszego po ostatni wiersz i to własnie mi się podoba. A podoba mi się TUTAJ wszystko. Jednym z ulubionych wierszy jest "Nieczytanie";
Do dzieł Prousta
nie dodają w ksiągarni pilota
nie mozna się przełączyc
na mecz piłki noznej
albo na kwiz, gdzie do wygrania volvo.

Żyjemy dłużej,
ale mniej dokładnie
i krótszymi zdaniami.

Podróżujemy szybciej, częściej, dalej
choc zamiast wspomnień przywozimy slajdy,
Tu ja z jakimś facetem.
Tam chyba mój ex.
Tu wszyscy na golasa,
więc gdzieś pewnie na plaży.

Siedem tomów-litości.
Nie dałoby się tego streścic, skrócic,
albo najlepiej pokazać w obrazkach.
Szedł kiedyś serial pt. Lalka
ale bratowa mówi, ze kogoś innego na P.

Zresztą, nawiasem mówiąc, kto to taki.
Podobno pisał w łózku całymi latami
Kartka za kartką,
z ograniczoną prędkością.
A my na piątym biegu
i-odpukać-zdrowi.

Moj Tygodnik 2009-01-26
Moim ulubionym dniem tygodnia(oprócz tego dnia, kiedy przyjezdza moj mąz) jest dzień, kiedy mogę sobie usiąść w fotelu i raczyc się świeżutkim TYGODNIKIEM POWSZECHNYM. Milosc do Tygodnika jest absolutnie szczera i dozgonna. To pierwsza gazeta, która zachwyca mnie niemal w stu procentach. Wiem, obnizyla ostatnio trochę swoje loty, ale ponoć takie są wymogi rynku i nie mnie z nimi dyskutowac.
Tygodnik, choć z załozenia i w nazwie jest KATOLICKIM PISMEM SPOŁECZNO-KULTURALNYM, to nigdy nie schlebiał kościolowi- przeciwnie-często mocno nim potrząsał. Jest wierny zdaniu, które kiedys wypowiedział załozyciel Tygodnika: "Nie swiat jest dla kosciola, lecz kościół dla swiata".
27 stycznia przypada dziesiąta rocznica smierci Jerzego Turowicza- czlowieka, który budował mosty między ludzmi różnych wyznań i różnych sympatii politycznych. Poklonię mu się nisko.

Smutny poniedziałek 2009-01-19
Pamiętacie piosenkę Boba Geldofa "I Don`t Like Mondays"? Napisał ją zainspirowany artykułem w prasie, który opisywał masakrę w Cleveland Elementary School w San Diego, której to masakry autorką była urocza blondyneczka- uczennica owej szkoły. 29 stycznia 79 r. w mrozny poniedziałek przyniosła do szkoły broń(ponoć prezent gwiazdkowy od tatusia) i z zimną krwią zabiła dwoje dorosłych, raniła ośmioro dzieci i policjanta. Na pytanie- dlaczego to zrobila?, odpowiedziała ze spokojem- "Nie lubię poniedziałków".
Dobrze, ze jestem juz w domu, bo kto wie, co mogłoby mi przyjsc do glowy. Jak twierdzą psychologowie to własnie dzis- 19 stycznia- jest najbardziej nieszczęsliwym dniem w roku. Pojęcie to zostalo wprowadzone w 2004 r. przez Cliffa Arnalla z Cardiff University. Ow psycholog za pomocą wzoru matematycznego uwzględniając czynniki meteorologiczne, psychologiczne oraz ekonomiczne wyznaczył najbardziej depresyjny dzień w roku. To dzień gdy kumulują się wszystkie niekorzystne zdarzenia -od niskiego nasłonecznienia począwszy do niedotrzymanych obietnic noworocznych.
I coś w tym jest- prawda In Anno?

foto- by przypadek/deviantart

Czerny 2009-01-18
Na tym blogu lubimy pozytywnych świrów. Poszerzę więc ich galerię o Davida Czernego- czeskiego artystę, który od tygodnia spędza sen z oczu swojemu prezydentowi. Mowa oczywiście o jego ostatniej kontrowersyjnej instalacji w brukselskim gmachu Rady Unii Europejskiej, w której Czerny zakpił ze stereotypów państw UE. Mapa Polski np. pokryta jest polem ziemniaczanym, na którym postaci w strojach mnichów(mniszek?)wbijają w ziemię tęczową flagę(symbol gejów i lesbijek). Nie lepiej rozprawił się ze stereotypami innych państw, ale o tym mozna sobie poczytac w Internecie.
Mnie ta prowokacja nie oburza. Kocham Czernego nie od dzis. Podczas ostatniej wizyty w Pradze sfotografowalismy zresztą z mężem kilka jego prac. Okazuje się, ze nadęta Europa wciąż nie potrafi spuścic z siebie powietrza i nie umie się z siebie smiac. A Czerny potrafi doprowadzic do szaleństwa, nie tylko serio  siebie traktujące glowy państw, ale np. dwie swoje nauczycielki ze szkoly sredniej, które nie mogąc znieść jego "inności" wylądowały w szpitalu psychiatrycznym.
Dołączam zdjęcie jednej z 10 jego rzezb, które znalezlismy w Pradze.


Niemena pamięci 2009-01-17
Dziś przypada 5 rocznica śmierci Czesława Niemena. Dla mnie największego polskiego muzyka, jednego z najważniejszych ludzi. Odkąd pamiętam jego "krzyk" był obecny w moim domu. Do dzis mam na starych tasmach chyba wszystkie jego utwory. I nie "Dziwny jest ten swiat" jest dla mnie najwazniejszy. Niemen to dla mnie przede wszystkim "Bema pamięci żałobny rapsod" z 1969 roku. To bez wątpienia jeden z najważniejszych utworów swiatowych.
pl.youtube.com/wath?v=OteOMVJ4ijc&feature=related
Szkoda, że geniusze nie są wieczni.



A ja lubiię Palikota 2009-01-13
Janusz Palikot nie jest już szefem komisji "Przyjazne Państwo". A to go ukarali!  Ni z gruszki ni z pietruszki. Myślę, że prawdziwą karą  dla niego  byłoby zapisac go do PIS-u.
Panie Januszu, uwielbiam Pana! Jest Pan jedynym myślącym, dowcipnym, błyskotliwym i szczerym politykiem, który chce zrobic coś dobrego dla tego chorego kraju. Mam nadzieję, ze założy Pan swoją partię, już ma Pan jeden glos.
Motor kupił Duszan 2009-01-12
ona onu
zrób jej makaronu
bo z ryżem nie zje
a może zje je
jak głodna

on onej
niech
ugotuje
nim wyjdzie
rozgotuje
znowu
i będzie


                                 Juziuk Juziuk mówili na niego chłopcy od bloku
                                  on bez zębów był zupełnie
                                  i okulary miał bez oprawków
                                  ale jak siadał z nimi na murku
                                  i piękną cytrynę wyciskał
                                  na chodnikowe kartki
                                  dzieci szalały z radości
                                  utworzywszy węża kolistego
                                  kręcily się tańcząc wokół Juziuka
                                  aż matki na dobranoc nie zawołały.

W autobusie mu słuchała wyznania
spalinowo
ona zakochana
na zakręcie
i bardzo

to on ją zaprasza
na przystanek
półpusty
na porozmawianie
cichże.


Prawda, zę genialne? Kto lubi absurd-MUSI, po prostu MUSI mieć tę książkę u siebie na półce. Autor nazywa się Dariusz Basiński- ten od kabaretu Mumio(jedyny kabaret, który mnie smieszy) a książka, która własnie ukazała się nakladem Znaku nosi, tytuł: "Motor kupił Duszan".
Mam ją, dzięki mojemu przyjacielowi, od kilku godzin i śmieję się tak glosno, że mama, wysłuchawszy śmiechów moich, owszem i bardzo zaniepokoiwszy się.

To ja jeszcze jeden smaczek na deser dorzycę specjalnie dla In Anny a propos porzucenia "Twojego stylu"

gazet nie lubi Hortensja Ludwik
"Gazet nie lubię" mówi
dlaczego
bo leżą potem wszędzie
za dwa dni trzeba będzie sprzątnąć je oczywiście
przecież to w gruncie rzeczy
archetypiczne śmieci
i kanoniczny papier
a jak samolot zrobić to w ogóle nie poleci.
 
                                  


Feministycznie. 2009-01-11
Moja znajoma została zdradzona przez męża. Niby nic wyjątkowego, ponoć co drogi mężczyzna zdradza. Mnie jednak nie interesują statystyki, poruszyła mnie reakcja znajomej na tę zdradę. Na pytanie, co teraz zamierza, uslyszałam, ze będzie czekac aż niewierny do niej wróci i poprosi o przebaczenie. Po tygodniu powiedziała, ze nie musi nawet prosic o przebaczenie, niech tylko zechce wrócic.
Nie ukrywam, ze przestałam szanowac moją znajomą. Zaryzykowałabym nawet tezę, ze ma to, na co zaslużyla. Nie moze byc bowiem mowy o stworzeniu szczęśliwego związku, jesli nie kocha się samego siebie. Jak bardzo małe mniemanie musi miec o sobie moja znajoma, jesli pozwala na TAKIE siebie traktowanie.
Nie wiem, co mnie spotka w przyszlosci. Byc moze i ja będę postawiona kiedys w takiej sytuacji-tego nie wiem, ale wiem, gdzie będą staly wtedy walizki mojego męża.
Niech mi nikt nie mowi o drugiej szansie, niech się nikt nie zasłania się dobrem dziecka, niech się nikt nie powoluje na Boga. Dla mnie kobieta to brzmi dumnie, a dumna kobieta zachowuje się godnie i pozwala być u swojego boku tylko takiemu mężczyznie, ktory na to zasluguje.

foto-deviantart


Nasi przewodnicy. 2009-01-04
Rozmawiałam w ostatnich dniach z dwoma księzmi. Jeden przyszedł po prosbie( tzw. kolędzie), drugi był jak najbardziej mile widziany. Niestety obu łączyły poglądy. Swiat widziany w bialo-czarnych barwach, taki daltonizm moralny. Wszytsko co dobre i latwe- to Bóg; to co złe( zbyt łatwo przychodzilo im to slowo, chocby w przypadku Żydow czy homoseksualistów) to szatan.
Szatan właśnie nadchodzi i szykuje wielki ATAK, a oni- niczym wojownicy szykują się na wielką BITWĘ. Retoryka obojga duszpasterzy-militarna: atak, obrona, wróg, siły zła, natarcie, mobilizacja.
Po tych rozmowach byłam tak przerazona, ze z krzykiem budzilam się kilka razy w nocy. Przypomniał mi się Dalajlama- ciepły, radosny człowiek, pogodzony ze wszystkimi, bez urazy do kogokolwiek. "Taka karma"- powtarzał- "Zwycięstwo jednaj strony nie jest żadnym zwycięstwem. Nie ma wygranej bez kompromisu. Obie strony muszą byc zadowolone"
Dlaczego nasi przewodnicy duchowi są tak bardzo nafaszerowani nienawiścią? Dlaczego wolą rozprawiać o złu niż o dobru? Dlaczego to takie marne intelektualnie? Dlaczego wciąż tkwią w sredniowiecznych poglądach na swiat? Dlaczego boją się myśleć? Dlaczego są przewrazliwieni na swoim punkcie wciąż węsząc atak
?
Nie chcę uogólniac. Sama przyjaznię się z kilkoma księżmi i wiem, ze to wspaniali i mądrzy ludzie. Był taki KTOŚ jak Józef Tischner. Jest biskup Życiński, czy jego czeski kolega po fachu- Tomas Halik. To wielkie osobowości. Boli tylko, ze oni wszyscy a przede wszystkim TEN PIERWSZY zaplacił za tę "inność" zbyt wysoką cenę.
Czy zawsze do cholery ten kto odważa się myśleć i kochac bezinteresownie musi być skazany na banicję?
Tak sobie myslę, nie bez przerazenia, ile zła w umysłach mlodych ludzi mogą wyrządzic tacy wiejscy kapłani, w ile nerwic wpakowac male dzieci(znam to z autopsji). Jak długo jeszcze?


foto- wszelkie prawa zastrzezone Polecam:
Tygodnik Powszechny
Zwierciadło
Teraz Rock



Etiamsi omnes, ego non.
Zobacz serwisy INTERIA.PL